Czułem obecność obcego wilka w pobliżu. Nie tylko ja to czułem.
Odwrocilem się i ujrzałem czarną Wilczyce pedzaca w moja stronę, z terenów Watahy Czarnego Księżyca. Luna też ja wyczula, przybiegla mnie chronić. Wpuszczenie jej do watahy nie było takim głupim pomysłem.
Luna zagrodzila czarnej drodze. Warczaly coś na siebie, wychwycilem tylko słowa 'pomoc' oraz 'demon'.
- Luna przepuśc ja do mnie. - Beta niechętnie wykonała moje polecenie, stając u mego boku, gotowa w każdej chwili skoczyć waderze do gardła, jeśli tylko wykona fałszywy ruch.
Wilczyce mówiła coś o tym, że jej przyjaziolke że stada opetal demon. Nie miałem zamiaru jej pomagać ale...
-czy tobie nigdy nikt nie umarł? - jej ostatnie słowa Udezyly prosto w moje serce. Przed oczami stanęła mi całą Stara wataha...moi rodzice...martwi...
- Dobrze. - odpowiedzialem. - Pod warunkiem, ze Mona wataha bedzie w zamian miała dostęp do przebywania na terenach WCK.
- Co? - Wytrzeszczyla oczy. - Shadow nigdy się na to nie zgodzi!
- Wybieraj!- watknalem, a Luna zawtorowala mi wyszczerzajac żeby.
- w porządku! Zalatwie to. Tylko najpierw pomóż Eris. Nie chcę jej stracić.
W tym momencie na polana przybiegla Debora stroszac sierść na obcą. Jej wyraz twarzy mówił 'o kur**'.
- przyprowowadzcie tu Eris. - zwróciłem się do obcej wadery.
-ale nie byłoby szybciej, gdyby Debora poszła do nas.. -zaczęła, ale jej przerwalem.
-Nie będę narazal mojej wilczycy. Przyprowadz, przynieś, albo przytaszcz ta twoja opetana za ogon. Wszystko mi jedno. Ale Debora się z rad nie ruszy.
Czarna wadera skinela glowa popedzila do swojej watahy co sił w łapach. Wrocila po około godzinie, z wscieklym Shadowem, niosacym Eris na plecach. Położył białą Wilczyce przed moimi nogami.
- każ się nią zająć - wywarczal. - i nie ma mowy o dostępu do moich terenów.
- po pierwsze - odpowiedziałem powoli, cedzac każde słowo - miała ja przynieść tylko ta czarna, ale to już ustąpie. Po drugie, tereny, albo nie leczymy. Po trzecie jeśli spróbujesz nasz zabić , trup ci jej nie wyleczy, a po czwarte, mamy przewagę- z uśmiechem wskazałem nastroszone, gotowe do boju Lune oraz Debore.
- Głupcze! - głos Shadowa był niczym jad żmiji- nie rozumiesz, że jeśli uaktywnia się demon wszyscy zginą? Wszyscy na terenie całego kraju? Nie słyszałeś co stało się ze starą WCK? Do niej należały wszystkie tereny podzielone teraz na trzy watahy. I spłonęło wszystko!
- mech. Tereny czy nie? - wiedziałem, że alfa WCK ustąpi. Wyczulem to.
- dobra. - warknal.
Przez chwilę wymienialismy jeszcze wrogie spojrzenia, razem ze swoimi watahami gotowi rzucić się sobie do gardeł.
-Debora - rzuciłem po chwili milczenia- zajmij się opetana. A ty Luna pilnuj obcych.
Odwrocilem się na pięcie i odszedlem.
( Dębu, opowiedz nam o egzorcyzmje, a potem daj mi CD ok? Plis. I skry ze tak chaotycznie nie mogę się ogarnąć dS)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz