Koniec męczącego dnia, w towarzystwie naiwnych wilków. Nie pasuje tu. Powinnam od razu odejść. Watahy to czyste zło. Więzienie. W takim razie, dlaczego jeszcze nie odeszłam? Nigdy nie będzie tu dla mnie miejsca. Popatrzyłam na to wszystko zgorzkniałym wzrokiem. A czy kiedykolwiek było gdzieś dla mnie miejsce? Było miejsce dla Kiiyuko. Było miejsce dla mojego brata. Kiiyuko... Skrzywiłam się. Ona już dawno przepadła. Ułożyłam się do spania, aczkolwiek sen uciekał z mych powiek. Próbowałam opróżnić umysł, aczkolwiek po prostu się nie dało. Kiedy już myślałam, że nigdy nie usnę...
... Obok mnie stał młody basior z wielkimi gałami, niebieską sierścią i równie niebieskimi tęczówkami. Był dokładnie taki, jak go zapamiętałam.
- Siostro... - wymówił to jedno słowo z uspokajającym głosem, jakbym miała wściekliznę.
- Nie jestem tą Kiiyuko, którą znałeś. - zdziwiło mnie, jak niepewnie i słabo brzmiałam. - I... - moj głos załamał się. Nie byłam na to przygotowana. Już dawno pozbyłam się słabej mnie.
- Zawsze będzie dla ciebie miejsce. - uśmiechnął się kojąco, a jego słowa przypomniało mi to, co powinno zostać zapomniane. Potrząsnęłam głową.
- Czy... Czy to naprawdę ty? - mruknęłam. Nie wiem, jak mój brat mógłby mnie odnaleść.
- To tylko sen. - zaśmiał się, czystym, szczerym śmiechem.
- Nie. To nieprawda. Ty przecież powinieneś być... - słowo "martwy" ugrzęzło mi w gardle. Cała moja pewność siebie została rozbita na tysiąc kawałków. Nagle mój brat znów zaczął się śmiać. Ale tym razem to nie był jego głos. To naprawdę było... Przerażające. Nie bałam się od wielu miesięcy, ale tej nocy strach mnie ogarnął.
- Nie powstrzymasz tego, co nadchodzi. Nie będzie dla ciebie miejsca na tej ziemii. - głęboki głos wypowiedział te słowa. To już zdecydowanie nie był głos mojego brata. Ogarnęłam wzrokiem straszliwą kreaturę, która teraz przede mną stała. Miała futro czarne jak węgiel, splamione krwią licznych ofiar. Jego tęczówki były mroczne, a w oczach płynął gniew, który zbierał się w jego sercu przez tysiąclecia.
- Nie jesteś moim bratem. Odejdź. - powiedziałam, równie pewna siebie jak przed zaśnięciem. Obrzydliwa kreatura warknęła, po czym rozpłynęła się w cieniu. Uśmiechnęłam się, aczkolwiek zbledłam, gdy mój wróg powrócił, dwa razy większy niż poprzednio. Ale to tylko sen. Muszę się obudzić. Nie udało mi się. Sen zbyt mocno zaciskał wokół mnie swoje objęcia. Po chwili zmienił się. Po chwili obok mnie stała biała wadera o niepokojących złotych oczach. Dotknęła mojej łapy z zaskakującą siłą.
- Słyszałaś o śmierci przez sen? Z moich rąk taka śmierć jest możliwa! - uśmiechnęła się okrutnie. W następnej chwili ktoś, lub coś mną potrząsnęło. To nie była niepokojąca wadera.
Gwałtownie otworzyłam oczy. Nademną stał wilk. Nie wiem kto. Wstałam, w każdej chwili gotowa do ataku, który nie nastąpił.
<Ktoś?>
... Obok mnie stał młody basior z wielkimi gałami, niebieską sierścią i równie niebieskimi tęczówkami. Był dokładnie taki, jak go zapamiętałam.
- Siostro... - wymówił to jedno słowo z uspokajającym głosem, jakbym miała wściekliznę.
- Nie jestem tą Kiiyuko, którą znałeś. - zdziwiło mnie, jak niepewnie i słabo brzmiałam. - I... - moj głos załamał się. Nie byłam na to przygotowana. Już dawno pozbyłam się słabej mnie.
- Zawsze będzie dla ciebie miejsce. - uśmiechnął się kojąco, a jego słowa przypomniało mi to, co powinno zostać zapomniane. Potrząsnęłam głową.
- Czy... Czy to naprawdę ty? - mruknęłam. Nie wiem, jak mój brat mógłby mnie odnaleść.
- To tylko sen. - zaśmiał się, czystym, szczerym śmiechem.
- Nie. To nieprawda. Ty przecież powinieneś być... - słowo "martwy" ugrzęzło mi w gardle. Cała moja pewność siebie została rozbita na tysiąc kawałków. Nagle mój brat znów zaczął się śmiać. Ale tym razem to nie był jego głos. To naprawdę było... Przerażające. Nie bałam się od wielu miesięcy, ale tej nocy strach mnie ogarnął.
- Nie powstrzymasz tego, co nadchodzi. Nie będzie dla ciebie miejsca na tej ziemii. - głęboki głos wypowiedział te słowa. To już zdecydowanie nie był głos mojego brata. Ogarnęłam wzrokiem straszliwą kreaturę, która teraz przede mną stała. Miała futro czarne jak węgiel, splamione krwią licznych ofiar. Jego tęczówki były mroczne, a w oczach płynął gniew, który zbierał się w jego sercu przez tysiąclecia.
- Nie jesteś moim bratem. Odejdź. - powiedziałam, równie pewna siebie jak przed zaśnięciem. Obrzydliwa kreatura warknęła, po czym rozpłynęła się w cieniu. Uśmiechnęłam się, aczkolwiek zbledłam, gdy mój wróg powrócił, dwa razy większy niż poprzednio. Ale to tylko sen. Muszę się obudzić. Nie udało mi się. Sen zbyt mocno zaciskał wokół mnie swoje objęcia. Po chwili zmienił się. Po chwili obok mnie stała biała wadera o niepokojących złotych oczach. Dotknęła mojej łapy z zaskakującą siłą.
- Słyszałaś o śmierci przez sen? Z moich rąk taka śmierć jest możliwa! - uśmiechnęła się okrutnie. W następnej chwili ktoś, lub coś mną potrząsnęło. To nie była niepokojąca wadera.
Gwałtownie otworzyłam oczy. Nademną stał wilk. Nie wiem kto. Wstałam, w każdej chwili gotowa do ataku, który nie nastąpił.
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz