-Ja ... przepraszam ,ale ... uznasz mnie za wariatkę jak ci powiem. Nie tak ,że mam coś do ciebie. Proszę nawet tak nie myśl. Po prostu... boję się ,że będzie tak jak kiedyś... ,że ... -Byłam bardzo speszona.
-Nie denerwuj się tak ,spokojnie ... -starała się mnie uspokoić.
-Ja. Ech... nie chcę cię straszyć. Nie to ,że mogłabym być twoim zagrożeniem ,ale gdy inni to pierwszy raz usłyszeli zaczynali się śmiać ,a potem zaczęli wyzywać mnie od heretyków. Mówili ,że jestem chora i powinno się mnie zamknąć w psychiatryku -posmutniałam.
-Nie naciskam. Przyznasz jednak ,że chciałabyś wiedzieć o mnie więcej -mówiła ciepłym tonem.
-Ale ja wiem ! Ty jesteś naprawdę niezwykła ! Podziwiam cię ! Jesteś pomocna ,wolisz słuchać ,może nam nie ufasz ,przez złe doświadczenia ...
-Jakie złe doświadczenia ?! O czym ty mówisz ?! -Wydawała się być wystraszona. -Ty mnie nie znasz !
-P... przepraszam ,nie chciałam cię spłoszyć. Po prostu ja też byłam sama -westchnęłam przypominając sobie ciepłe uśmiechy chłopców...-W prawdzie miałam towarzystwo... nietypowe ,ale zawsze coś. Z wilkami miałam do czynienia tylko przez pewien czas. Mogę ci powiedzieć ,że mam ojca i brata i zabito mi matkę i siostrę i drugiego brat ... -nie zauważałam jak podnoszę głos i z coraz większym uśmiechem jej to tłumaczyłam. -Byłam kiedyś w Japonii ,widziałam ludzi i chodziłam do szkoły i... -prawie wszystko wygadałam.
-Nie chcę być nie miła ,ale chyba jednak coś z tobą nie tak -wydawało mi się jakby krzywo na mnie patrzyła. Odsuwała się powoli.
-Przepraszam ! Nie chciałam tak wrzeszczeć. Wybacz mi proszę. Muszę się przyzwyczaić -gdy mówiłam powoli zaczęła patrzeć na mnie ze współczuciem.
Faktycznie ... byłam zbyt entuzjastyczna. Poprawię się ! Moje nowe postanowienie! Może to będzie moja nowa rodzina. No właśnie... Jeśli ma to być moja nowa rodzina muszę się zachowywać!
Nagle przerwał nam basior. Lekko się zdziwił widząc moje spuszczone uszy i dziwny wyraz pyska Luny. Popatrzył na mnie jakby chciał mnie zabić. Z resztą kto by chciał takiego natręta ... .
-Musicie się czymś zająć.
-Ja mogę być szamanką -cicho zaproponowałam ,aby się tylko nie narazić.
-Coś nie tak ? Coś knujesz ?
-Nie .. w żadnym razie -podniosłam wcześniej spuszczony pysk. -Po prostu nie chcę abyście mnie odrzucili.
-Mam nadzieję -burknął. -Luna ty masz czas do namysłu ... Przy okazji mam nadzieję ,że nie nastawiasz nikogo przeciwko mnie.
-Nie -była bardzo spokojna.
-To przez moje gadulstwo ! -Znów wystrzeliłam bez zastanowienia. -Ups ... nie chciałam. Wybaczcie.
-Dziwna jesteś -na jego słowa poczułam jakby uderzenie w serce.
-To ja już może odejdę ... -zaczęłam się cofać z opuszczonym łbem.
Oczywiście nie obeszło by się bez kolejnej durnoty -zahaczyłam łapą o wystający korzeń i wywaliłam się na gruby tyłek.
-I jaka niezdara ... . Tylko się nie zabij ... .Nie mam czasu szukać twoich zwłok jak łapy połamiesz -brzmiał jakby nie chciał mi dokuczyć ,a podkreślić swoją dominację. W jego spojrzeniu było coś w rodzaju nadziei i lekkiego zmartwienia w którymś momencie.
Zachowałam się głupio ...
(To jak Luna ... masz chęci ? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz