-Wilczyco? Hej! - Krzyknąłem, kiedy głowa wilczycy leciała w dół. - Wszystko w porządku?
- Tak... - Szepnęła ledwo dosłyszalnym głosem.
- Przecież widzę że nie! - Niemal się wydarłem. Wziąłem głęboki oddech. - Powiedz, czy mogę Ci jakoś pomóc?
- Nie możesz. - Warknęła.
- Ale chcę.
- Ale ja nie chcę, żebyś Ty mi pomagał.
- Proszę...daj mi naprawić swój błąd.
- Twój błąd? - Spojrzała na mnie jak na dziwoląga.
- Tak. Może gdybym Cię wtedy nie uderzył, nie zaatakował...Może demon by się nie opętał...
- No nie wyolbrzymiaj swoich możliwości kontaktowania się z demonami - Zaśmiała się - Ty nawet gdybyś zdechł z chęci to byś mnie nie opętał. To tylko moja wina. I lasu Wyverncoast.
- Wyverncoast? - Powtórzyłem po niej.
- Tak, jakbyś nie wiedział, żyją tam demony. Tak na przyszłość.
- Dzięki... - Nie mogłem w to uwierzyć. Przecież podróżowałem tamtędy setki razy. Nawet dziś właśnie z tamtąd przylatywałem... - Myślisz, że ja też mogę być opętany?
- Raczej nie. Jeszcze nie zzieleniałeś ani nic takiego, powinno być ok. - Wywróciła oczyma.
- hej... Czy Ty zawsze jesteś taka "miła"?
- Z takimi schorzeniami się już rodzi. Nic na to nie poradzę.
- Mógłbym Ci potowarzyszyć?
(Eris?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz