Najpierw się stroszę ,a potem podnoszę łeb ,uszy i truchtam w stronę łąki. Cała reszta szła za mną ... . Gdy już dotarliśmy zatrzymałam ich przed osłoną. Powiedziałam ,żeby się nie ruszali bo się podpieką. Chwyciłam opętaną za kark i wciągnęłam na środek. Wilki z obcej watahy patrzyły na mnie agresywnie. Przyniosłam zioła oraz ułożyłam stosik z patyków i rozcięłam łapę na skale.
-A teraz patrzcie. Najpierw pokażę wam mojego asystenta. Tak ,będziecie się go bać w końcu to demon... -położyłam łapę na demonie ,gdyż tylko krew egzorcysty jest w stanie osłabić ich kamuflaż. -Coś nie tak ?-Zapytałam widząc ich niezwykłe przerażenie.
-Czy-czym to jest ?! -Zawołał Shadow udając odważnego.
-Spokojnie. Ja żyję z nimi od dwóch wilczych lat i jeszcze się nie przyzwyczaiłam.
-Dlaczego on jest taki mały ? -Zadała pytanie czarna wilczyca inteligentnym głosem.
-Bo szkoda marnować energii -rzuciłam od niechcenia. -Gdybym mogła cię poprosić o ... -mówiłam do istotki ,jednak ta mnie uprzedziła w czynach -... o ogień -dodałam patrząc na ognisko.
-Teraz muszę tylko dodać tego i owego ... .
-A co jeśli zrobisz to źle ? -Spytał Shadow jakby gotowy mnie rozszarpać gdy tylko coś pójdzie nie tak.
-Wprowadzę się w stan podobny do oćpania ... .
-Zdarzyło ci się już to ? -Wyrwała obca wadera.
-Nie ,ale przyjacielowi tak. Kiedyś musi być ten pierwszy razwadera, choć mam nadzieję, że to nie dzisiaj. Objawy pojawią się po egzorcyzmach ,a teraz cisza.
Zaczęłam cicho modlić się do Nature i Blooda o łaskę i siłę dodając kolejne kwiaty do ogniska. Powoli zaczęło ono przygasać ,więc mój asystent chuchał i chuchał i chuchał ,a ja dziwiłam się ,że jego płuca jeszcze są na miejscu. Gdy już odmówiłam litanie zgasiłam palenisko.
-Co się stało ?! -Zapytałpalenisko pewnie Shadow.
-To teraz się zacznie! -Zaśmiałam się i wciągnęłam nosem część prochu. -Ok. To do roboty -mówiłam przeciągając grzbiet.
Smoczek ponownie odpalił ognisko. Leżąca wilczyca rzucała cień na ścianę skalną . Podeszłam do niej i chyba miałam już część pracy z głowy gdyż musiała stracić przytomność. Zaczęłam podduszać ją łapą. Shadow strasznie rzucał się na pole siłowe przypalając sobie tylko futro. Luna bezskutecznie próbowała go uspokoić. Nagle cień wilczycy zniknął ,a na jego miejscu pojawił się cień kogoś innego.
-No bez jaj ! Jakim cudem on tu ?! -Lekko się zlękłam.
-Jaki znowu ,, on " ?! Co z jej cieniem ?! Czemu ją dusiłaś ?! -Warczał groźnie alfa.
-Musiałam ją poddusić inaczej nie sprawdziłabym gatunku demona. Myślałam ,że będzie to Hebo ,czyli demon wąż ,a tu co ? Oczywiście musieliście mnie wkopać na tego potwora bo niby po co miało by pójść z górki ? Yami na poziomie drugim ! -Szukałam pomocnika wzrokiem lecz ulotnił się.
-Co się z nią stanie ?! -Shadow warczał odpuszczając sobie dalsze przypalanie futerka.
-No cóż ... Będzie ... KRWAWO .
-Waż się jej tylko coś zrobić ... !
-Dziękuję za słowa wsparcia dla tej ,która śpi sobie w najlepsze -byłam zdenerwowana moim owym położeniem.
Podeszłam do skały i rozcięłam sobie całą łapę ,cicho przy tym piszczac. Machnęłam nią tak aby zachlapać cień. Wtedy pojawił się nasz jakże uroczy i sympatyczny Yami.
-Dawaj bydle -prychnęłam na niego.
Bestia ruszyła na mnie i o mało co nie rozszarpała mojej osoby. Na szczęście nie jest to zwrotne stworzenie ,więc tylko skok w bok mógłby mnie uratować. Zrobiłam się naprawdę słaba w te klocki ... . Stwór ruszył na mnie ze wściekłością i o mały włos ,a bym nawaliła. Szybko podskoczyłam obracając się i w ten sposób znalazłam się na jego grzbiecie. Próbowałam chwycić go za kark jednak padł na ziemię i przygniótł mnie ,a ja splunęłam krwią i zaczęłam się lekko osuwać. Leżałam na ziemi ,a on rozwarł swoje szczęki i wbił mi je w tylną łapę krusząc kości, pod nami znalazła się kałuża krwi. Moje starania zachowania spokoju legły w gruzach . Nim zdążyłam zareagować czymś innym niż jazgotem zostałam rzucona na drzewo i chyba złamałam żebro. Tym razem już kaszlałam czerwonym, metalicznym płynem. Szybko wstałam ,a gdy znalazł się w odpowiedniej odległościodległości to ja zaatakowałam. Płynnym wślizgiem na grzbiecie znalazłam się pod nim. Jedyne co mi zostało to wgryźć się w jego miękkie ciało o stalowych kościach żeber i łap. ,,Żeby tylko nie trafić w żebra bo połamię kły"- myślałam. Wbiłam swoje brzytwy w jego brzuch ,a on w mój ogon czym spowodował ,że moje szczęki zaciskały się coraz to mocniej ,a krew z jego rany zaplamiła mi całą kufę i zaczęła napływać do gardła. Wszystko w około było utopione w czerwonej kałuży. W końcu raczył zacząć ujadać i puścił mój ogon. Oderwałam płat jego cielska z wielkim trudem ,a na moją kufę wypadły jego flaki. Musiałam jak najszybciej wyjść spod niego. Reszta wilków okropnie krzyczała, co tylko zaburzało moje skupienie. SskupieniDemon szarpnął mnie za ogon i wyciągną spod siebie rzucając o ścianę skalną obijając mi łopatki. Teraz leżałam obok ledwo żywej wadery. Dźwięk jej ciężkiego oddychania mnie zmotywował. Wszędzie dookoła była krew ,ona była w mojej krwi. Nie mogłam dać za wygraną. Resztkami sił wstałam i ruszyłam na demona nie robiąc sobie nic z pokruszonej łapy. Skoczyłam mu na łeb i tak się złożyło ,że pokruszyłam mu górną szczękę. Zaczął miotać łbem na prawo i lewo byle by mnie tylko zrzucić. Zaczęło brakować mi sił i puściłam. Zaczęłam toczyć się po ziemi ,aż wpadłam w jakiś dołek. Wyskoczyłam z niego czym prędzej i spostrzegłam ,że pomiot istnienia chciał włożyć do niego łeb by mnie zmiażdżyć. Zwinnie przekręciłam się i zmiażdżyłam mu czaszkę przekłuwając oczy. Demon się rozpłynął. Było już po egzorcyzmach. Zniosłam pole siłowe . Resztę wiem od innych ,gdyż widocznie osiągnęłam niefortunny stan. A więc ... . Podbiegła do mnie zapłakana, wystraszona i zmartwiona Luna. Czarna wadera i basior podbiegli do leżącej wilczycy. Każdy starał się mnie ocucić ,ale coś im nie wychodziło ... potem jakoś wstałam i chciałam się zataszczyć do nory ,ale tylna część mojego ciała odmawiała posłuszeństwa zupełnie jakbym złamała i tą drugą nogę . Co raz obijałam nią o skały. Zaczęłam narzekać na tą okropną sytuację. W końcu padłam. Byłam cała zalana krwią . Blood był dla mnie dziś wyjątkowo łaskawym bóstwem nie pozbawiając mnie życia. Beta tamtej watahy i basior złapali mnie za przednie łapy i zaciągnęli do jamy. Ułożyłam się niestety dosyć nie fajnie gdyż kamyk wystający z ziemi uciskał moje gardło. Obudziłam się po około czterech godzinach już trzeźwa i w miarę ich umiejętności opatrzona. Wyszłam kulejąc z jaskini ...
-Co się stało ? Dlaczego wszystko mnie tak boli ? - wyjęczałam po czym przypomniałam sobie o egzorcyźmie. -z waderą wszystko okejokej?!
-Tak. Jest dobrzedobrze -powiedział Shadow.
-Luna strasznie się o ciebie martwiła, jest zbyt miękka -dodał Haka. -Dobrze, że jesteś cała ,ale dlaczego tak się zaraziłaś?
-Gdybym wpuściła inne wilki za pole siłowe demon by w nie wstąpił. One nie potrafią wejść w kogoś śpiącego ... .
-Zaraz pójdziemy . Ogarnij się trochę. Muszę rozmówić się z naszymi gośćmi - mówił Haka patrząc agresywnie na przybysza.
Po tym jak porządnie się domyłam i opatrzyłam tylko uśmiechnięta patrzyłam na jeszcze śpiącą waderę. Po tym jak ją zabrali zostałam sama na łączce. Pomimo bulu opłacało się jej pomóc.
( Haka według słowa twego proszę dokończ i tak wiem miało być dłuższe ... )


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz