sobota, 9 kwietnia 2016

Od Charlene C.D. Luny - WCK i WBO



Muszę się przejść. Pójdę pozwiedzać okolicę. Biegnę przed siebie. Po chwili widzę las. Może wejdę? No dobra… Biegnę wśród drzew. Wiosenny wiatr kołysze liśćmi. Dostrzegam w dali jezioro. Na chwilę przy nim odpocznę. Gdy dobiegam do wody, widzę w niej swoje odbicie. Ale widzę w niej jeszcze coś innego. Jakiś wilk za mną stoi! Myślę gdzie mogę uciec. W końcu przeskakuję jezioro i wbiegam do luki pomiędzy drzewami. Mknę przez las. Ten wilk też za mną biegnie. Chyba mam kłopoty… Gdy nie mam już siły chowam się do krzaków. A może mam zwidy? Nie, na pewno nie. Wilk stoi obok krzaka w którym się ukryłam. Teraz widzę go w całości. To brązowa wadera z niebieskim ogonem. Tylko po co ona za mną biegła? Bezszelestnie staję za nią. Czekam aż się odwróci. Nic.
- Cześć… - wyduszam z siebie
Wadera się odwraca.
<Luna? Hejka ;3>

wtorek, 5 kwietnia 2016

Od Ashley CD Eris - WCK

Eris odpisuję, bo nikomu się nie chciało :)
*************************************************************************
-Wyjęłaś mi to z ust. - zobaczyłam zgnębioną twarz koleżanki - Nie powinnaś w tym stanie polować. Jeszcze niedawno byłaś taka chora. -Nie rozumiałam co jej się stało że była taka zamknięta w sobie- Coś Cię trapi?
- Co? Eee... Nic.-Zaczęła znikać w cieniu drzew
- Już na mnie to nie działa.- rzekłam wojowniczo. - Mów.
-Nie.
- No gadaj.- nie ustępowałam
- Nie zrozumiesz. Nikt nie zrozumie.
- Eris! Jeśli nikomu nie ufasz i nie otwierasz się przed nikim, jak ktoś może cie zrozumieć? - dodałam łagodniej. Nie, to nie, myślałam. Kiedy już miałam odejść, stało się coś, czego nigdy bym się nie spodziewała
- Ashley!- odwróciłam się. Czekałam. - Y... Zaczekaj.-wyglądało na to, że biła sie z myślami.- Moge Ci zaufać?
- Oczywiście. - odpowiedziałam jak najpoważniej
- Więc... Chyba... No nie wiem -westchnęła - Nikomu nigdy nie mówiłam.

(Eris? Opowiesz?)

niedziela, 3 kwietnia 2016

Od Eris - WCK

Debora, nie martw się. Tak szczerze, to liczyłam na ciebie XD
*******************************************************
Wadera, która pokonała Stwora, zniknęła równie szybko jak się pojawiła. Tylko o co tu chodziło? Stwora nie było, rozpłynął się, kiedy został pokonany.  Rozejrzałam się. Nikogo nie było w pobliżu. To mi akurat odpowiadało. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo jestem głodna. Wokół mnie nie było żywej duszy, więc postanowiłam udać się w pobliże jeziora. Tam z pewnością będzie trochę zwierzyny.
Niestety, myliłam się. Przez całą moją drogę nie złapałam zapachu jelenia, zająca czy czegokolwiek, co by się dało zjeść. Jedynie owady. Nie będe jeść owadów. Nie znalazłam też nic przy rzekach, czy też na terenach całej watahy. Co tu się działo? Ponownie się rozejrzałam. Cisza. Słońce świeciło mi w oczy, więc nie widziałam całego terenu dokładnie. Nagle usłyszałam szelest. Gdyby nie cisza, nie usłyszałabym niczego, bowiem to, co się do mnie skradało, miało talent. Przygotowałam się do skoku, ale udawałam, że niczego nie zauważyłam. Usłyszałam, iż coś wyszło z krzaków, niemal bezszelestnie. Odwróciłam się gwałtownie i skoczyłam na... Wilka? Najwidoczniej.
- Czemu nie jesteś jeleniem? - jęknęłam. Wilk cicho się zaśmiał.
Zechce mi ktoś odpisać? xd

sobota, 2 kwietnia 2016

Od Debory Cd Haki i Eris - WBO ,WBS i WCK

Eris sorki ,że ja kontynuowałam (możliwe ,że liczyłaś na kogoś innego)

*********************************************************************************

Przybiegłam czym prędzej na wezwanie alfy ,byłam mu bardzo wdzięczna za to co zrobił z moimi ranami ,ale twierdzę ,że mógł to zatrzymać na coś gorszego niż kilka połamań ,pogryzień ,podrapań ,otarć ...itp. Gdy znajdowałam się już przy basiorze spostrzegłam kontem oka jakąś wilczycę. Wolałam nie mieszać się w sprawy Haki przynajmniej przy nim ... Przez cały czas patrzyłam na nią kontem oka. Kolejna wyższa wilczyca. Spośród wszystkich wilków jakie spotkałam ja jestem najmniejsza. Gdy usłyszałam ,to że mam kogoś uwieść poczułam coś w rodzaju ciosu w brzuch i pięciosekundowego zawału. Lekko poddenerwowana próbowałam się wykręcić ,jednak to nie zadziałało ... . Będzie zabawnie ,heh ... .Gdy skończyłam się przegadywać z alfą schowałam się w krzakach wykorzystując jego tymczasowe odwrócenie uwagi.Wadera również miała coś do zrobienia jednak nie dosłyszałam co. Haka wszedł do jaskini ,a młoda ruszyła w moim kierunku. Przeszła koło mnie ,a ja rzuciłam się na nią uderzając w jej bok i odrzucając o jakieś pięć metrów. Gdy wstała patrzyła z wielkim lękiem na widok moich kłów.
-Kim jesteś ? Skąd przyszłaś ? Co knujesz ? -Warczałam wyszczerzając zęby.
-J-ja ? -Mówiła zlękniona.
-Nie ta obok ciebie ! -syknęłam.
-Jestem nowa. Moje stanowisko to alchemik. Nic nie knuję ,przyrzekam.
-Waż się tylko zranić moją rodzinę ,a ja zniszczę ciebie !
-Więc jesteście rodziną ? To takie fajne ...-posmutniała z lekka i zaczęła się trząść.
-Nie ,że oni uważają mnie za nią ,po prostu ...-mówiłam zmieszana tym tematem gdy ktoś mi przerwał.
-Debora ! To nowa członkini. Co ty robisz ? -Haka wbiegł przed nią.
-Nie ufam jej -schowałam kły i się uspokoiłam.
-Trudno. Macie współpracować. Doceń to co dla ciebie zrobiłem i nic jej nie zrób.
-Dobrze -westchnęłam ,a Haka znowu skrył się w jaskini.
-Jestem Haruhi. Miło mi cię poznać -mówiła z lekkim lękiem ,ale i z uśmiechem.
-Skoro jesteś alchemikiem i chcesz zdobyć moje zaufanie to podaruj mi eliksir zmieniający kolor futra -odezwałam się już spokojna.
-Na jaki okres ?
-Daj mi dwa tygodnie. Nie zabawię tam długo. I przestań się trząść ,aż taka zła nie jestem. Pi prostu ci nie ufam -starałam się ją uspokoić.
-Rozumiem. Tu chodzi o rodzinę. Z wielką chęcią ci pomogę ! -Mówiła z wielką radością trochę spokojniejsza co wywołało u mnie ten troskliwy i przyjazny uśmiech.
Gdy skończyła robić eliksir ,musiałam go wypić. Był niedobry. Wahałam się ,ale to tylko kolorowanie futra... ludzie często kolorują włosy ,ja pofarbuję futro. To się zmyje ...

To było okropne. Czułam jakby ktoś obdzierał mnie ze skóry. Końcowy efekt był przerażający ... . Splunęłam krwią z bólu ,a potem przez wspomnienia o tej przeklętej bestii ,która we mnie mieszkała i pokrywała moje ciało czarną barwą. Podziękowałam od niechcenia i natychmiast ruszyłam w stronę granic watahy gdy nagle spostrzegłam malutkiego demona który nakierował mnie na góry Echo. Nawróciłam czym prędzej. Biegnąc widziałam uciekającą Eris którą gonił DEMON !!! Musiałam go poplamić krwią podczas poprzedniej walki ,iż był widoczny również i dla niej. Szybko na niego skoczyłam i zgniotłam mu czaszkę rzucając nim o drzewo. Stworzenie rozpłynęło się w powietrzu . To akurat był głuchy duch miałam szczęście. Eris nawróciła się czym prędzej ,ale mnie już nie było. Pędziłam w stronę gór gdzie spotkałam ledwo żywego wilka przygniecionego przez skałę. To musiał być on. Zepchnęłam z niego głaz ,który nie zrobił mu krzywdy gdyż był zbyt mały i wzięłam go na grzbiet -był bardzo ciężki. Powoli zaczęłam truchtać w stronę jego watahy gdy nagle zaczął się dobudzać. Położyłam go łagodnie na ziemi.
-Witaj. Wreszcie się obudziłeś. Myślałam ,że już nie wstaniesz. Martwiłam się o Ciebie. -zachichotałam przyjaźnie. -Ja nazywam się Elif -powiedziałam słodko. -Jesteś ranny. Opatrzę cię -uśmiechnęłam się przyjaźnie.

(Arocay proszę dokończ naszą historię ,Eris gdybyś mogła napisz co się stało po tym jak ci pomogłam)

Od Eris C.D Arocay'a - WCK i WBS

Spokojnie, spokojnie. To tylko domysly, niekoniecznie prawda. To twoja decyzja, czy to ma byc prawda.
*****
Spojrzalam z pogarda na tego tchorza, Arocaya, ktory odlecial, gdy tylko poznal moje mysli. Potrzasnelam glowa. To napewno nie byl moj brat. Rozejrzalam sie. Bylo spokojnie. Za spokojnie. Ptaki nie spiewaly, wiatr nie szumial w drzewach. I to tak od dluzszego czasu. Bylam po prostu za glupia, zeby to zauwazyc... schowalam sie w cieniu. Stalam tak jakis czas. Kiedy juz mialam wyjsc z cienia, z krzakow wyskoczylo cos. Nie bylo jakies zgrabne,ale nie umiem okreslic, czym to bylo. To cos caly czas zmienialo wyglad. Raz bylo jeleniem, chwile potem niedzwiedziem,a po chwili zmienilo sie w wilka i ruszylo na mnie. Tak jakby wiedzialo, gdzie stoje. Nie mialam czasu na obmyslenie jakiegos planu. Rzucilam sie do ucieczki, majac nadzieje, ze okaze sie szybsza od stwora. Bieglam przed siebie, a kilka krokow za mna stwor. Kiedy dobieglam do gor, stracilam nadzieje. To cos sie nawet nie zdyszalo, podczas gdy ja juz ledwo mialam sily chodzic. Schowalam sie za jakims glazem, i zastanawialam sie, co dalej.
Arocay? A moze kto inny chce mi odpisac? xd

Od Ines C.D. Ksaviera- WBS

Czułam, jakby stado słoni biegło przez moją głowę.Dopiero po chwili dostrzegłam basiora nad sobą.
- C-co się stało?-wymamrotałam.
- Jak to co? - Uśmiechnął się. - Właśnie uratowałaś mi życie przed myśliwymi.
-Tylko czemu w mojej głowie mieszkają słonie?-spytałam, próbując się podnieś.Mój towarzysz zachichotał i pomógł mi wstać.
-Bo przy tym lekko oberwałaś.Tak w ogóle jestem Ksavier -lekko się ukłonił.
-Ines-Skinęłam głową-podejrzewam,że nie mas gdzie się podziać, więc dołączysz do mojego stada?

<Ksavier?Wybacz,że takie krótkie, ale przez tydzień wyszłam z wprawy..>

Od Haki C.D. Haruhi - WBO

- Łączą siły? - Spojrzałem groźnie na Haruchi, kiedy poinformowała mnie o łączeniu się sił WCK i WBS - Po czym to wnioskujesz?
- Jedna z wilczyc Watahy Czarnego Księżyca chyba jest rodziną z basiorem, z WBS.
- Czy to coś zmienia? Czy mówili coś o połączeniu sił? - Dopytywałem.
Skinęła głową.
Zawyłem rozwścieczony.
- Watahy Czarnego Księżyca niedługo będą należeć do mnie. Już mam na nie wstęp. Nie ma mowy, żebym pozwolił na ten sojusz. Wtedy nie miałbym szans ich pokonać.  Debora! - Ryknąłem.
Wilczyca zasapana w mgnieniu oka pojawiła się przede mną.
 - Słucham?
- Ruszaj natychmiast na tereny WBS. - Wysyczałem. - Masz nam zapewnić z nimi sojusz. Obojętne mi w jaki sposób.... - Zamyśliłem się... - Nie. Poderwij betę WBS.
- Ale... - przerwałem jej.
- Masz to zrobic i już. To rozkaz.
Kiwnęła głową. Ruszyła zniesmaczona.
- A Ty - Zwróciłem się do Haruchi. - Masz się zająć tym ich nowym, Ksavierem.
Nowa również próbowała protestować, ale zimne spojrzenie dało jej do zrozumienia,  że nie ma szans.

( Debora, Haruchi napiszcie proszę obie opowiadania jak ich poznajecie ;3)

Od Ksaviera C.D. Ines WBS

Myśliwi już byli blisko. Czułem zapach pocisku strzelby tuż między moimi oczami. Nastroszyłem się. Strach. Nie mogłem się mu poddać. Ze spiętymi wszystkimi mięśniami wyczekiwałem momętu na ucieczkę. A wtedy? Co to? Wilczyca?
Wskoczyła między mnie a myśliwego krzycząc: Uciekaj! a potem oberwała od myśliwego prosto strzelbą w głowę.
No pięknie... Teraz już nie było czasu na zastanowienie i taktyczne rozegranie sytuacji. Porwałem wilczycę za futro, i wrzuciwszy ja na grzbiet czmychnałem do lasu. Tuż za mną przeleciało kilka metalowych kul, robiąć niezłego huku, ale na szczęście udało mi się ich uniknąć. Położyłem wilczycę na kamieniu, zaraz gdy tylko upewniłem się, ze już jesteśmy bezpieczny. Obejrzałem głowę wilczycy. Rana była poważniejsza, niżeli mi się wcześniej wydawało. A może po prostu nie zdążyłem się jej przyjrzeć. Wilczyca umierała. Krew niemiłośernie sączyła się z jej głowy niczym potok. Postanowiłem jej pomóc - w końcu uratowała mi życie. Położyłem łapę na jej ranie, skupiając się na nieskończonej energii Nature. Moja łapa rozbłysła a rana powoli się zasklepiła. Wilczyca powoli podniosła powieki, zamrógała.
- C-co się stało?
- Jak to co? - Uśmiechnąłem się. - Właśnie uratowałaś mi życie przed myśliwymi.

(Ines?)

Od Arocay'a C.D. Eris - WCK i WBO

BRAT?!?!?!?!? JAKAKKAKAK mogłaś!!!

******************************

Całe moje marzenia legły w gruzach. Byłem jej bratem?! Nie mogłem w to uwierzyć. Wzbiłejm się bez słowa do lotu.
- Arocay zaczekaj! - Krzyknęła, ale nie słuchałem.
Leciałem przed siebie nie zwracając na nią uwagi.
Trafiłem w góry Echo. Dosłownie trafiłem - zamyślony uderzyłem w skałę. Nie zauważyłem jej...
Pamiętam tylko jak leciałem w dół... A potem już nic.

(ktos mnie znajdzie...?
Eris szukałaś mnie? xd)

Od Haruhi Cd Luny -WBO

 Ruszyłam przez las lekko spłoszona i uważna ,mijałam kolejne drzewa, które szumiały jak morze w przeddzień wypadku mojej starej rodziny. Zaczęło mi się wszystko przypominać i robić słabo. Usłyszałam jednak czyjś głos i wyszłam z amoku... w pewnym momencie ujrzałam trzy nieznajome wilki. Były to da wilki i wadera ,która stała z nich na półce skalnej wyżej od nich. Nie usłyszałam wiele ale dowiedziałam się, że chcą poszerzyć tereny poprzez połączenie swoich sił z siłami Watahy Czarnego Księżyca. Pomysłodawcą był biały wilk z piórami wyrastającymi z ciała. Po chwili wyruszyłam w drogę powrotną a gdy byłam już w ,,domu'' opowiedziałam wszystko alfie.

(Dziękuje za przyjęcie i miłe powitanie c: Przepraszam, że tak długo czekaliście na moje opowiadanie. Haka ?)

piątek, 1 kwietnia 2016

Od Ines- WBS

-Gdzie ten Arocay?Ledwo go przyjęłam, a już go nie ma-mamrotałam i szukałam basiora.
Nagle poczułam dziwny zapach.
-Intruz-pomyślałam i pognałam w stronę zapachu.
Gdy dobiegałam, usłyszałam głosy. Ludzkie. Po chwili ujrzałam dwóch mężczyzn goniących basiora. Instynktownie wyskoczyłam zza krzaków i się na nich rzuciłam.
-Uciekaj!-Zdążyłam krzyknąć, zanim oberwałam w głowę i straciłam przytomność.
<Ksavier?Wybacz,że takie krótkie,ale mały brak weny..I witam w stadzie :)>

czwartek, 31 marca 2016

Od Luny C.D. WBO i WCK

No cóż, przyzwyczaiłam się, że z tym typem wilka się nie kłóci.
-Dobrze alfo-odparłam, ukrywając lekką wściekłość, i ruszyłam z Harumi najpierw w stronę jaskiń.
-Nie lubisz chyba naszego alfy, co?-Zaczęła.
-To nie tak. Nie lubię,jak rządzi..-westchnęłam.-Ogólnie jest dobry, ale zbyt długo był sam- dodałam po chwili, na co wadera skinęła głową.
-Tu są jaskinie, te przy, których jest intensywny zapach nas są zajęte. Resztę sobie wybierz. Za 20 minut przyjdę po ciebie i ruszamy na zwiady.-zakomendowałan i poszłam się przejść, zostawiają ją samą.
<20 min później>
-Gotowa?-spytałam.
-Tak-odpowiedziała z entuzjazmem.-To moja pierwsza ważna misja...-I zaczęła trajkotać, na co ja uśmiechnęłam się i ruszyłam powolnym krokiem, a Harumi za mną.
Całą drogę gadała jak najęta.Kiedy zbliżaliśmy się do granicy, uciszyłam ją.
-Tam jest granica, od taj chwili ty idziesz na wschód, a ja idę na zachód. Jasne?
<Harumi witamy w watasze i czekam na posta;) I przepraszam za opóźnienie, wiecie szkoła...>

środa, 30 marca 2016

Od Eris CD Arocay'a - WCK i WBS

Przepraszam bardzo, każdy ma prawo mieć brak weny ;-;
PS. Ostrożnie, wydaje mi się, że złapałam Brakowenusa. Nie przybliżaj się, unikaj mnie, a może się nie zarazisz. ;P
************************
Myślałam. I to długo.
- Zaczekaj. - mruknęłam. Basior to usłyszał, i zwrócił łeb w moją stronę.
- Jak się nazywasz? - spytałam. Jak dla mnie niecodzienne pytanie, ale prawdy muszę się dowiedzieć.
- Arocay. - odparł, nieco zdziwiony.
- A twoje prawdziwe imię? - spytałam.
- Arocay. To jest moje prawdziwe imię. - odparł, patrząc na mnie jak na wariatkę.
- Napewno nie. Za bardzo mi go przypominasz. - warknęłam, patrząc mu w oczy. Wydobęde z niego prawdę.
- Kogo? - pytał coraz bardziej zdziwiony samiec.
- Mojego brata. - westchnęłam cicho. Mój brat...
- Masz brata? Co się z nim stało? Wyglądam tak jak ja? Jak się nazywał? - padły kolejne pytania.
- Myślisz, że gdybym wiedziała, to bym myślała, że nim jesteś!? - warknęłam. Po chwili opanowałam się, choć z trudem. On nie był tego warty. - Nie wyglądasz tak jak on. Ale ja też wcześniej tak nie wyglądałam. - dodałam, żeby samiec nie wyobrażał sobie za dużo.
- A jak wyglądał? - zapytał ciekawski basior.
- Nie twoja sprawa. Ale osobowość miał taką jak ty. - mruknęłam.
Arocay?
Dobra, dobra. ;-;

Od Charlene C.D. Shadow'a i Ashley - WCK

Upolowałam sarnę i dołączyłam do Watahy Czarnego Księżyca. Fajnie. Już dawno się tak nie cieszyłam. Znajdę przyjaciół, a może nawet kiedyś założę rodzinę. Rodzina. Przecież ja nie mam rodziny. W końcu widzę Shadow'a i Ashley. Biegnę w ich stronę z sarną w pysku. Dostrzegam obok nich leżącą waderę. Zatrzymuję się i kładę zwierze u łap alfy.
- Proszę bardzo. Masz swoją sarenkę – powiedziałam
- Dzięki. – westchnął Shadow
- To jest Eris – Ashley przedstawiła nas sobie – A to Charlene.
- Co się stało Eris? – spytałam
- Była w Wyverncoast. Żyją tam demony. Szamanka z WBO wyciągnęła z niej tego demona, krwawo było. – powiedział Shadow
- Mogę jej jakoś pomóc?
<Shadow? Sory, że takie krótkie.>

Od Arocaya CD Eris

Eris pisz dłuższe posty, bo się będę mscil muahaha

*****
Westchnalem.
- racja.
Wstanalem. Rozpostarlem skrzydła i zbierałem się do odlotu. Wtedy mnie zawołała.
- zaczekaj!
-tak? - odwrocilem się

Eris? Piszmy dłuższe plis :(

Od Eris CD Arocay'a - WCK i WBS

Roześmiałam się, mimo iż to nieco bolało. Po prostu nie mogłam się powstrzymać.
- Nie posuwaj się daleko z tymi żartami. - ostrzegłam go.
- Ale... To nie jest żart. - patrzył na mnie równie poważnie co przed chwilą. Zastanowiłam się chwilę. Basior nie mógł się we mnie zakochać. Nikt nie mógł się we mnie zakochać. To po prostu niemożliwe. Ale samiec siedzący obok mnie przeczył temu stwierdzeniu. Zmierzyłam go wzrokiem.
Arocay? 

wtorek, 29 marca 2016

Od Arocaya CD Eris

-Dla mnie możesz być nawet zajaczkiem wielkanocnym - wyszczerzylem zęby i przyklapłem obok wilczycy.
Wywrocila oczyma.
-Na co liczysz? - spytała.
- Ja? - zdziwiłem się. - Na nic.
-To po co tu siedzisz?
- po prostu mi głupio -wzruszylem ramionami
-Nie wierzę że tylko to jest na rzeczy. - spojrzała na mnie badawczo. - zaraz... No nie mów ze się zakochales! - rozesmiala się.
Spojrzałem na nią diabelnie poważnie.
- tak jakby...
(Eris?)

poniedziałek, 28 marca 2016

Od Ashley CD. Eris - WCK

Byliśmy z Shadow'em na polowaniu. Smutno mi było zostawić Eris samą, no ale co zrobisz, trzeba coś zjeść. Podążaliśmy od jaskini przy której zostawiliśmy Eris w okolice lasów Blerston. Długo szukaliśmy obiadu, aż w końcu natrafiliśmy na małe stado jeleni. Gdy już mieliśmy wybiec z krzaków na zwierzynę, z przeciwnej strony polany wyskoczyła młoda, czarno-biała wadera i dzielnie wyruszyła za spłoszoną przez zbyt głośne oddychanie zwierzyną. Shadow wzburzony wybiegł jej naprzeciw, a ja - a co miałam zrobić, skoro byłam głodna? - zaczęłam gonić jelenie. Doszły mnie jednak głośne krzyki i warczenie alfy. A ponieważ miałam niezły słuch dosłyszałam też ciche przeprosiny młodej wadery. Spróbowałam skupić się na polowaniu, a nawet udało mi się złapać jednego roślinożercę. Ale wiedziałam, że jak na 3 wilki - albo niedługo 4 - to nie wystarczy. zwłaszcza że Eris musiała wracać do sił. Taszczyłam zwierzę na polanę, gdzie znajdowała się alfa. usłyszałam, że jestem wołana. Przyspieszyłam, i pozwoliłam sobie zwolnić dopiero kiedy stanęłam naprzeciwko basiora. Z ulgą rozluźniłam szczęki i martwe ciało jelenia opadło na trawę.
-To Charlene. Moja nowa doradczyni. Jak przyniesie kolacje. - powiedział Shadow
- Cześć. Jestem Ashley. - rzuciłam
- Cześć - odpowiedziała mi tak, jakby nie widziała sensu życia.
- Dobra nowa, idź znajdź kolacje. Choć Ash. Sprawdzimy co u Eris.
Pobiegłam razem z alfą w drogę powrotną. Było mi łatwiej, bo nie musiałam nieść zwierzyny, Shadow mnie wyręczył. Zastaliśmy Eris leżącą plackiem na skale.
- Eris... Halo... Ziemia do Eris...- mówiłam tak przez dobrą chwilę, ale wilczyca nie zareagowała- Eris! Zdechłaś tam!? - zapytałam
-Haha, bardzo śmieszne.-mruknęła w odpowiedzi
- Mam newsa. Mamy nową- oświadczyłam. I jak na zawołanie zobaczyłam biegnącą w nasza stronę Charlene.
(Charlene?)

Od Eris C.D Arocay'a - WCK i WBS

- W leżeniu na tych skałach? A może chcesz się zarazić ode mnie bólem głowy? - śmiałam się. Basior nie zraził się moją nieuprzejmością, a wręcz przeciwnie. Chyba jeszcze bardziej się uparł, by mi towarzyszyć.
- Wiem, że potrzebujesz towarzystwa. - basior przewrócilł oczami.
- Nie. Potrzebuje spokoju. - warknęłam. Niestety mimo moich licznych protestów basior przysiadł się do mnie, i zaczął mi zadawać masę pytań.
- Jak się nazywasz? - jego pierwsze pytanie.
- Eris. - mruknęłam w odpowiedzi. Nie miałam ochoty na rozmowę, ale basior był na tyle tępy, by tego nie dostrzec. Albo to zignorował.
- Jestem Arocay. - przedstawił się.
- Beta WBS. - dokończyłam za niego.
- Skąd wiesz? - w jego głosie dosłyszałam zdziwienie.
- Jestem szpiegiem. - odparłam w odpowiedzi.
Arocay?

Od Eris C.D Shadow'a - WCK

Dwójka wilków odeszła, a ja leżałam bezsilna na skale. Niecierpiałam bezsilności. Zazgrzytałam zębami. Łeb mi pękał. Miałam to gdzieś. Spróbowałam wstać. Co mnie obchodzi jakieś leczenie, migrena czy cokolwiek. Głodna jestem. Powinnam sobie sama upolować posiłek, zamiast leżeć tu i czekać, zmuszona do zaufania dwójce wilków! W dodatku, próba wstania nie powiodła się. Grzmotnęłam w ziemię, dzięki czemu rozbolał mnie brzuch. Świetnie. Leżałam w cieniu, ale byłam widoczna. To oznaczało, że naprawdę ze mną źle. Tak jakby mnie to obchodziło. Muszę sobie upolować posiłek. Jednak zamiast tego leżałam tu jak jakaś starucha na łożu śmierci. Pokręciłam głową. Tak nie może być. Spróbowałam wstać. Nogi miałam jak z waty. Trzęsłam się cała, w dodatku musiałam naprawdę się wysilić, żeby utrzymać się na nogach. Zachwiałam się, po czym padłam na ziemię, niezdolna do najmniejszego ruchu.
- Eris? Umarłaś? - do mych uszu dotarł wyjątkowo kiepski żart. Otworzyłam oczy. Głowa naprawdę mnie bolała, za to brzuch już nie. Nademną stali Shadow i Ashley.
Shadow? Ashley? Kto chce mi odpisać? XD

Od Arocaya C.D. Eris - WCK

-Wilczyco? Hej! - Krzyknąłem, kiedy głowa wilczycy leciała w dół.  - Wszystko w porządku?
- Tak... - Szepnęła ledwo dosłyszalnym głosem.
 - Przecież widzę że nie! - Niemal się wydarłem. Wziąłem głęboki oddech. - Powiedz, czy mogę Ci jakoś pomóc?
 - Nie możesz. - Warknęła.
 - Ale chcę.
 - Ale ja nie chcę, żebyś Ty mi pomagał.
 - Proszę...daj mi naprawić swój błąd.
 - Twój błąd? - Spojrzała na mnie jak na dziwoląga.
 - Tak. Może gdybym Cię wtedy nie uderzył, nie zaatakował...Może demon by się nie opętał...
 - No nie wyolbrzymiaj swoich możliwości kontaktowania się z demonami - Zaśmiała się - Ty nawet gdybyś zdechł z chęci to byś mnie nie opętał. To tylko moja wina. I lasu Wyverncoast.
 - Wyverncoast? - Powtórzyłem po niej.
- Tak, jakbyś nie wiedział, żyją tam demony. Tak na przyszłość.
 - Dzięki... - Nie mogłem w to uwierzyć.  Przecież podróżowałem tamtędy setki razy. Nawet dziś właśnie z tamtąd przylatywałem... - Myślisz, że ja też mogę być opętany?
 - Raczej nie. Jeszcze nie zzieleniałeś ani nic takiego, powinno być ok. - Wywróciła oczyma.
 - hej... Czy Ty zawsze jesteś taka "miła"?
 - Z takimi schorzeniami się już rodzi. Nic na to nie poradzę.
 - Mógłbym Ci potowarzyszyć?

(Eris?)

Od Eris C.D Arocay'a - WCK i WBS

Przeprosić? Mnie? O mało co nie wybuchnęłam śmiechem. Nie mogłabym go teraz zaatakować, byłam osłabiona po leczeniu.
- A niby za co? - warknęłam.
- Poturbowałem cię okrutnie. - powiedział basior. Najwyraźniej miał wyrzuty sumienia. Pff! Najwidoczniej nie wiedział, że zostałam opętana. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Nie myśl, że jesteś taki silny. - zaśmiałam się wrednie.
- Aha, jasne. Z kim jeszcze walczyłaś? - zapytał wilk.
- Z demonem. - odparłam zagadkowo. A niech się zastanawia. Nie dla niego przeznaczona ta wiedza.
-  Demonem. No jasne. - basior mi nie wierzył.
- Możesz pytać kogo chcesz z WCK lub WBS. - zaśmiałam się, pomimo bólu głowy.
- A dlaczego nie z WBO? - zapytał podejrzliwie basior.
- Bo nie potrzebowaliście wiedzieć. - wzruszyłam ramionami. Z każdą chwilą coraz bardziej bolała mnie głowa. Wiatr szumiał mi w uszach, słońce raziło mnie w oczy. Każde słowo wypowiedziane przez basiora odczuwałam jak strzały, które wbijają się w moją głowę. Łeb mi pękał. Miałam to gdzieś. To tylko skutki uboczne leczenia. Pewnie zaraz przejdzie.
Arocay?

Od Shadow'a - WCK

Eris była słaba. Przyniosłem ją do domu. Położyłem ją na skale, aby mogła odpoczywać w przyjemnych promieniach porannego słońca.
 - Zdałam próbę? - Spytała słabym głosem.
Westchnąłem. Chyba nie za bardzo pamiętała co się stało. Opowiedziałem jej całość, omijając jednak drastyczne szczegóły, takie jak psychopatyczny wyraz twarzy tego ich rąbniętego szamana.
 - Rety...Czyli nie zdałam... Muszę odejść.. - Spróbowała wstać.
 - Co ty gadasz - Pyskiem przycisnąłem ją do ziemi, aby się położyła, delikatnie, by nie czynić jej krzywdy. - Zostajesz tutaj.
 - Ale przecież... - Nie kończyła, bo jej przerwałem.
 - Będziesz moim szpiegiem i koniec kropka. Podszkole Cię.
Spojrzała na mnie pytająco.
 - Zaczniesz szkolenie jak wydobrzejesz. Nauczę Cię kilku przydatnych sztuczek. Teraz odpocznij, a ja i Ashley ruszamy na polowanie. - Skinęła głową, a ja odszedłem, zerkając jeszcze raz na nią przez ramię.

[Eris co tam się dalej działo? Skończ 2 posty naraz, 1 opkiem ;) ]

Od Arocaya - WBS

Przechadzałem się po lesie. Miałem zamiar coś upolować, coś zjeść, podzielić się z Ines. Wtedy usłyszałem przerażające krzyki. Las niósł je echem od strony terytorium WBO. Ostrożnie się na nie wkradłem. Zauważyłem... - Wilczycę, którą podrzuciłem na tereny WCK! A nad nią... Okropną szamankę, z szatańskim wyrazem twarzy...Najpierw ją dusiła...Potem dusiła jej cień...Wszędzie była krew...Byłem przerażony. Inne wilki, które to obserwowały również.
Obsesja na twarzy szamana była coraz większa, myślałem, że zabije tą drugą wilczycę... W pewnym momencie, chciałem jej się już rzucić na ratunek... Ale przypomniałem sobie, że wtedy sam zostanę rozszarpany. Przeczekałem tak do rana. Wtedy dwa wilki z WCK, zabrały wilczycę która szpiegowała WBS i wyruszyli z nią w stronę WCK. A więc ona była z WCK! Ale ze mnie idiota... Zaraz...Ale czy to ja tak poturbowałem tą biedną wilczycę? Basior musiał nieść ją na plecach, ponieważ brak jej było własnych sił...
Później Alfa WBO zbliżył się niebezpiecznie blisko mnie, rozmawiając z szamanką. Uciekłem z powrotem na tereny mojej watahy.
Myśl, że tak bardzo skrzywdziłem wilczycę, nie dawała mi spokoju. Postanowiłem ją przeprosić. Rozpostarłem skrzydła i odleciałem na tereny WCK. Z góry wypatrywałem jej, aż znalazłem. Leżała sama, bardzo słaba, na skale, wygrzewając się w promieniach słońca. Reszta zapewne była na polowaniu.
Wylądowałem przed nią.
Ostatkiem sił najeżyła sierść i wyszczerzyła kły.
- Czego tutaj?! - Warknęła.
- Ja.. - Westchnąłem. - Chciałem Cię przeprosić...

<Eris>

Od Haki C.D. Debory - WCK i WBS

Na wstępie bardzo przepraszam całą watahę za opóźnienia z mojego powodu.

*****************
Ruszyłem na łączkę, na której miał odbyć się egzorcyzm. Zauważyłem, że została na niej tylko Debora. Usiadłem obok niej i spojrzałem na nią pytająco.
- Egzorcyzm się powiódł. - Spojrzała na mnie z uśmiechem.
Spostrzegając jej rany wyciągnąłem z futra moje jedyne pióro alfy. Pióro, które leczy wszelkie rany. Wręczyłem je Deborze.
- Ale...ale ja nie mogę tego przyjąć! - Wypierała się.
- Nie możesz tylko musisz. To rozkaz Twojej alfy. - Rzekłem groźnie. - I masz tego użyć.
Skinęła głową i podziękowała.
Zauważyłem w oddali Shadow'a, Ashley i Eris, odchodzących w stronę swojej watahy. Ucieszyłem się. Wreszcie odchodzą. Teraz mam wstęp na tereny jego watahy. Uśmiechnąłem się chytrze.
W tym momencie Luna przyprowadziła białą wilczycę z wiankiem z czerwonych kwiatów na głowie.
 - To Haruhi. Umie sporządzać mikstury. Może do nas dołączyć?
 Skinąłem głową. Przyzwyczajałem się powoli do myśli, że moja jednoosobowa wataha się rozrasta.
 - Zostanie alchemikiem.
Haruhi skinęła głową.
 - Pokaż jej jaskinie. - uciąłem temat.
Nowa z wdzięcznością skinęła głową. Kiedy się oddaliły, przypomniałem sobie o czymś.
 - Luna? - Zawołałem.
 - Tak? - Spytała.
 - Później Ty i Haruki ruszycie na zwiady, po terytorium WCK. Chce dokładną ich mapę.
 -
[ Luna? Dokończ proszę post, a później nakieruj go na Haruki ;) przepraszam że krótko, straszny brak czasu ]

Uwaga

Alfy przepraszają za brak aktywności na blogu w czasie świąt - ale rozumiecie, rodzina i tak dalej. Mamy nadzieje, że wasze święta minęły Wam radośnie, w cieple rodziny, przy baranku.
Wyzwanie Kirke zostanie udostępnione jutro o godzinie 19 - wtedy rozpoczynamy głosowanie.
Wszystkie wilki, które wysłały prośby i dołączenie zostaną jutro dodane - jesteście przyjęci.
Jeszcze raz przepraszamy za opóźnienia z powodu świąt.

Alfy
Haka
Shadow
Ines

piątek, 25 marca 2016

OD Debory CD Haki -WBO i WCK

-Dobrze ! A więc za mną marsz ! -Wszyscy popatrzyli na mnie jak na niedorozwój.
Najpierw się stroszę ,a potem podnoszę łeb ,uszy i truchtam w stronę łąki. Cała reszta szła za mną ... . Gdy już dotarliśmy zatrzymałam ich przed osłoną. Powiedziałam ,żeby się nie ruszali bo się podpieką. Chwyciłam opętaną za kark i wciągnęłam na środek. Wilki z obcej watahy patrzyły na mnie agresywnie. Przyniosłam zioła oraz ułożyłam stosik z patyków i rozcięłam łapę na skale.
-A teraz patrzcie. Najpierw pokażę wam mojego asystenta. Tak ,będziecie się go bać w końcu to demon... -położyłam łapę na demonie ,gdyż tylko krew egzorcysty jest w stanie osłabić ich kamuflaż. -Coś nie tak ?-Zapytałam widząc ich niezwykłe przerażenie.
-Czy-czym to jest ?! -Zawołał Shadow udając odważnego.

-Spokojnie. Ja żyję z nimi od dwóch wilczych lat i jeszcze się nie przyzwyczaiłam.
-Dlaczego on jest taki mały ? -Zadała pytanie czarna wilczyca inteligentnym głosem.
-Bo szkoda marnować energii -rzuciłam od niechcenia. -Gdybym mogła cię poprosić o ... -mówiłam do istotki ,jednak ta mnie uprzedziła w czynach -... o ogień -dodałam patrząc na ognisko.
-Teraz muszę tylko dodać tego i owego ... .
-A co jeśli zrobisz to źle ? -Spytał Shadow jakby gotowy mnie rozszarpać gdy tylko coś pójdzie nie tak.
-Wprowadzę się w stan podobny do oćpania ... .
-Zdarzyło ci się już to ? -Wyrwała obca wadera.
-Nie ,ale przyjacielowi tak. Kiedyś musi być ten pierwszy razwadera, choć mam nadzieję, że to nie dzisiaj. Objawy pojawią się po egzorcyzmach ,a teraz cisza.
Zaczęłam cicho modlić się do Nature i Blooda o łaskę i siłę dodając kolejne kwiaty do ogniska. Powoli zaczęło ono przygasać ,więc mój asystent chuchał i chuchał i chuchał ,a ja dziwiłam się ,że jego płuca jeszcze są na miejscu. Gdy już odmówiłam litanie zgasiłam palenisko.
-Co się stało ?! -Zapytałpalenisko pewnie  Shadow.
-To teraz się zacznie! -Zaśmiałam się i wciągnęłam nosem część prochu. -Ok. To do roboty -mówiłam przeciągając grzbiet.
Smoczek ponownie odpalił ognisko. Leżąca wilczyca rzucała cień na ścianę skalną . Podeszłam do niej i chyba miałam już część pracy z głowy gdyż musiała stracić przytomność. Zaczęłam podduszać ją łapą. Shadow strasznie rzucał się na pole siłowe przypalając sobie tylko futro. Luna bezskutecznie próbowała go uspokoić. Nagle cień wilczycy zniknął ,a na jego miejscu pojawił się cień kogoś innego.
-No bez jaj ! Jakim cudem on tu ?! -Lekko się zlękłam.
-Jaki znowu ,, on " ?! Co z jej cieniem ?! Czemu ją dusiłaś ?! -Warczał groźnie alfa.
-Musiałam ją poddusić inaczej nie sprawdziłabym gatunku demona. Myślałam ,że będzie to Hebo ,czyli demon wąż  ,a tu co ? Oczywiście musieliście mnie wkopać na tego potwora bo niby po co miało by pójść z górki ? Yami na poziomie drugim ! -Szukałam pomocnika wzrokiem lecz ulotnił się.
-Co się z nią stanie ?! -Shadow warczał odpuszczając sobie dalsze przypalanie futerka.
-No cóż ... Będzie ... KRWAWO .
-Waż się jej tylko coś zrobić ... !
-Dziękuję za słowa wsparcia dla tej ,która śpi sobie w najlepsze -byłam zdenerwowana moim owym położeniem.
Podeszłam do skały i rozcięłam sobie całą łapę ,cicho przy tym piszczac. Machnęłam nią tak aby zachlapać cień. Wtedy pojawił się nasz jakże uroczy i sympatyczny Yami.
-Dawaj bydle -prychnęłam na niego.
Bestia ruszyła na mnie i o mało co nie rozszarpała mojej osoby. Na szczęście nie jest to zwrotne stworzenie ,więc tylko skok w bok mógłby mnie uratować. Zrobiłam się naprawdę słaba w te klocki ... . Stwór ruszył na mnie ze wściekłością i o mały włos ,a bym nawaliła. Szybko podskoczyłam obracając się i w ten sposób znalazłam się na jego grzbiecie. Próbowałam chwycić go za kark jednak padł na ziemię i przygniótł mnie ,a ja splunęłam krwią i zaczęłam się lekko osuwać. Leżałam na ziemi ,a on rozwarł swoje szczęki i wbił mi je w tylną łapę krusząc kości, pod nami znalazła się kałuża krwi. Moje starania zachowania spokoju legły w gruzach . Nim zdążyłam zareagować czymś innym niż jazgotem zostałam rzucona na drzewo i chyba złamałam żebro. Tym razem już kaszlałam czerwonym, metalicznym płynem. Szybko wstałam ,a gdy znalazł się w odpowiedniej odległościodległości to ja zaatakowałam. Płynnym wślizgiem na grzbiecie znalazłam się pod nim. Jedyne co mi zostało to wgryźć się w jego miękkie ciało o stalowych kościach żeber i łap. ,,Żeby tylko nie trafić w żebra bo połamię kły"- myślałam. Wbiłam swoje brzytwy w jego brzuch ,a on w mój ogon czym spowodował ,że moje szczęki zaciskały się coraz to mocniej ,a krew z jego rany zaplamiła mi całą kufę i zaczęła napływać do gardła. Wszystko w około było utopione w czerwonej kałuży. W końcu raczył zacząć ujadać i puścił mój ogon. Oderwałam płat jego cielska z wielkim trudem ,a na moją kufę wypadły jego flaki. Musiałam jak najszybciej wyjść spod niego. Reszta wilków okropnie krzyczała, co tylko zaburzało moje skupienie. SskupieniDemon szarpnął mnie za ogon i wyciągną spod siebie rzucając o ścianę skalną obijając mi łopatki. Teraz leżałam obok ledwo żywej wadery. Dźwięk jej ciężkiego oddychania mnie zmotywował.  Wszędzie dookoła była krew ,ona była w mojej krwi. Nie mogłam dać za wygraną. Resztkami sił wstałam i ruszyłam na demona nie robiąc sobie nic z pokruszonej łapy. Skoczyłam mu na łeb i tak się złożyło ,że pokruszyłam mu górną szczękę. Zaczął miotać łbem na prawo i lewo byle by mnie tylko zrzucić. Zaczęło brakować mi sił i puściłam. Zaczęłam toczyć się po ziemi ,aż wpadłam w jakiś dołek. Wyskoczyłam z niego czym prędzej i spostrzegłam ,że pomiot istnienia chciał włożyć do niego łeb by mnie zmiażdżyć. Zwinnie przekręciłam się i zmiażdżyłam mu czaszkę przekłuwając oczy. Demon się rozpłynął. Było już po egzorcyzmach. Zniosłam pole siłowe . Resztę wiem od innych ,gdyż widocznie osiągnęłam niefortunny stan. A więc ... . Podbiegła do mnie zapłakana, wystraszona i zmartwiona Luna. Czarna wadera i basior podbiegli do leżącej wilczycy. Każdy starał się mnie ocucić ,ale coś im nie wychodziło ... potem jakoś wstałam i chciałam się zataszczyć do nory ,ale tylna część mojego ciała odmawiała posłuszeństwa zupełnie jakbym złamała i tą drugą nogę . Co raz obijałam nią o skały. Zaczęłam narzekać na tą okropną sytuację. W końcu padłam. Byłam cała zalana krwią . Blood był dla mnie dziś wyjątkowo łaskawym bóstwem nie pozbawiając mnie życia. Beta tamtej watahy i basior złapali mnie za przednie łapy i zaciągnęli do jamy. Ułożyłam się niestety dosyć nie fajnie gdyż kamyk wystający z ziemi uciskał moje gardło. Obudziłam się po około czterech godzinach już trzeźwa i w miarę ich umiejętności opatrzona. Wyszłam kulejąc z jaskini ... 
-Co się stało ? Dlaczego wszystko mnie tak boli ? - wyjęczałam po czym przypomniałam sobie o egzorcyźmie. -z waderą wszystko okejokej?! 
-Tak. Jest dobrzedobrze -powiedział Shadow.
-Luna strasznie się o ciebie martwiła, jest zbyt miękka -dodał Haka. -Dobrze, że jesteś cała ,ale dlaczego tak się zaraziłaś? 
-Gdybym wpuściła inne wilki za pole siłowe demon by w nie wstąpił.  One nie potrafią wejść w kogoś śpiącego ... . 
-Zaraz pójdziemy . Ogarnij się trochę. Muszę rozmówić się z naszymi gośćmi - mówił Haka patrząc agresywnie na przybysza.
Po tym jak porządnie się domyłam i opatrzyłam tylko uśmiechnięta patrzyłam na jeszcze śpiącą waderę. Po tym jak ją zabrali zostałam sama na łączce. Pomimo bulu opłacało się jej pomóc.
( Haka według słowa twego proszę dokończ i tak wiem miało być dłuższe ...  )


Od Haki CD Debory i Ashley - WBO i WCK

Czułem obecność obcego wilka w pobliżu. Nie tylko ja to czułem.
Odwrocilem się i ujrzałem czarną Wilczyce pedzaca w moja stronę, z terenów Watahy Czarnego Księżyca. Luna też ja wyczula, przybiegla mnie chronić. Wpuszczenie jej do watahy nie było takim głupim pomysłem.
Luna zagrodzila czarnej drodze. Warczaly coś na siebie, wychwycilem tylko słowa 'pomoc' oraz 'demon'.
- Luna przepuśc ja do mnie. - Beta niechętnie wykonała moje polecenie, stając u mego boku, gotowa w każdej chwili skoczyć waderze do gardła, jeśli tylko wykona fałszywy ruch.
Wilczyce mówiła coś o tym, że jej przyjaziolke że stada opetal demon. Nie miałem zamiaru jej pomagać ale...
-czy tobie nigdy nikt nie umarł? - jej ostatnie słowa Udezyly prosto w moje serce. Przed oczami stanęła mi całą Stara wataha...moi rodzice...martwi...
- Dobrze. - odpowiedzialem. - Pod warunkiem, ze Mona wataha bedzie w zamian miała dostęp do przebywania na terenach WCK.
- Co? - Wytrzeszczyla oczy. - Shadow nigdy się na to nie zgodzi!
- Wybieraj!- watknalem, a Luna zawtorowala mi wyszczerzajac żeby.
- w porządku! Zalatwie to. Tylko najpierw pomóż Eris. Nie chcę jej stracić.
W tym momencie na polana przybiegla Debora stroszac sierść na obcą. Jej wyraz twarzy mówił 'o kur**'.
- przyprowowadzcie tu Eris. - zwróciłem się do obcej wadery.
-ale nie byłoby szybciej, gdyby Debora poszła do nas.. -zaczęła, ale jej przerwalem.
-Nie będę narazal mojej wilczycy. Przyprowadz, przynieś, albo przytaszcz ta twoja opetana za ogon. Wszystko mi jedno. Ale Debora się z rad nie ruszy.
 Czarna wadera skinela glowa popedzila do swojej watahy co sił w łapach. Wrocila po około godzinie, z wscieklym Shadowem, niosacym Eris na plecach. Położył białą Wilczyce przed moimi nogami.
- każ się nią zająć - wywarczal. - i nie ma mowy o dostępu do moich terenów.
- po pierwsze - odpowiedziałem powoli, cedzac każde słowo - miała ja przynieść tylko ta czarna, ale to już ustąpie. Po drugie, tereny, albo nie leczymy. Po trzecie jeśli spróbujesz nasz zabić , trup ci jej nie wyleczy, a po czwarte, mamy przewagę- z uśmiechem wskazałem nastroszone, gotowe do boju Lune oraz Debore.
- Głupcze! - głos Shadowa był niczym jad żmiji- nie rozumiesz, że jeśli uaktywnia się demon wszyscy zginą? Wszyscy na terenie całego kraju? Nie słyszałeś co stało się ze starą WCK? Do niej należały wszystkie tereny podzielone teraz na trzy watahy. I spłonęło wszystko!
- mech. Tereny czy nie? - wiedziałem, że alfa WCK ustąpi. Wyczulem to.
- dobra. - warknal.
Przez chwilę wymienialismy jeszcze wrogie spojrzenia, razem ze swoimi watahami gotowi rzucić się sobie do gardeł.
-Debora - rzuciłem po chwili milczenia-  zajmij się opetana. A ty Luna pilnuj obcych.
Odwrocilem się na pięcie i odszedlem.

( Dębu, opowiedz nam o egzorcyzmje, a potem daj mi CD ok? Plis. I skry ze tak chaotycznie nie mogę się ogarnąć dS)

Od Debory CD Luny - WBO

-Oj to takie słodkie.
Podeszłam do wilka i polizałam go w policzek ,a następnie zabrałam kwiat. Cień jakby się zarumienił ,a ja i Luna zaczęłyśmy się śmiać. On tylko stanął obok mnie i znów zaczął merdać ogonem.
-Och drogi cieniu ... zawstydzasz mnie -po czym zeszłam do pół szeptu - ,ale musisz uważać bo Luna będzie zazdrosna... -po czym ja i cień zaczęliśmy się śmiać.
Cień miał taki specyficzny śmiech jakby powiew wiatru... . Luna tylko patrzyła na nas ze złością ,a potem dołączyła się do nas.
-Cień przez całą noc mnie nękał. Nie był śpiący.
-Szczerze mówiąc mógłbyś dać się jej wyspać. Ja przyjęła bym cię z wielką chęcią na łączce. Rozpalilibyśmy ognisko i pozbierali kilka kamieni. Pomógłbyś mi zrobić świątynkę.
-Świątynkę ?
-Tak dla kilku bóstw ... .
- Gdzie by to miało być ?
-Wzgórza Belmead są dość liczne. Na każde wzgórze mogła by przypaść jakaś świątyńka.
-I ty myślisz ,że byś się wyrobiła ?
-Mam przecież pomoc -uśmiechnęłam się chytrze.
-Nie boisz się tu być sama ?
-Nie. Mam moje kochane pole siłowe dla demonów.
-A inne wilki ?
-Jest tu ktoś jeszcze ?
-Tak.
Znów wyszłam na idiotkę. W sumie czułam coś przemierzając tamte tereny ,ale byłam zbyt zajęta poszukiwaniem domu ... .Co jeśli oni mnie śledzili ,a ja ich tu przyprowadziłam ?! To na pewno byłby mój koniec ! Haka mnie zabije !
-Coś się stało ?
-Nie ,a co ?
-To dlaczego nagle twoje spojrzenie zrobiło się tak przerażone ,położyłaś uszy ,podkuliłaś ogon i się trzęsiesz ? -Dopiero teraz to spostrzegłam.
-Jest sprawa ... .
-O co chodzi ? Coś nie tak ?
-Pamiętasz jak powiedziałam ci o tych górach ...
-No i?
-To nie są nasze tereny... boję się ,że kogoś przyprowadziłam. Byłam zbyt zajęta szukaniem watahy i słuchaniem demonów ,aby zwracać uwagę na inne bodźce.
-Chcesz powiedzieć ?
-Tak ! Leć do Haka ! Ja dobiegnę ... . Schowam tylko najważniejsze ,rzeczy i wzmocnie pole siłowe. Leć ! -Luna i cień pobiegli w stronę naszej Jaskini. -Mam nadzieję ,że nie jest za późno ! Przecież Haka mnie zabije ... -powiedziałam sama do siebie i zajęłam się swoimi sprawami .
(dokończ ktoś ( komu wyjdzie po prostu lepiej) ,sorki za spóźnienie ! )

Od Ashley CD Shadow'a - WCK

Popedzilam w stronę terytorium alfy WBO. Minelam góry Echo i pobiegłam nad jezioro. Z daleka zobaczyłam Hale. Zanim zdążyłam d o niego dobiec, drogę zagroziła mi jego beta._czego tu chcesz? _wysyczala nieufnie._muszę porozmawiać z Haka.Przysyla mnie Shadow._przepuść ja, Luno._ powiedział Haka_ o co chodzi_eris,jedna z naszych wilczyca,_wysapalam_ alfa twierdzi ze jest opętana._ i czego ode mnie oczekujesz? _ zapytał lekko drwiąco _ błagam pomóż nam. _ szczerze błagałam,aż pojedyncza łza spłynęła mi po pysku _ użycz nam swej szamanka, Hatu. Jeśli nam nie pomożesz, nasza towarzyszka umrze!_ nie wyglądało, jakby się wzruszył, ale we mnie wciąż tłila się nadzieja _ i przyjaciółka_dodałam błagalnie._czy tobie nigdy nikt nie umarł?(Haka)

Od Luny C. D. Debory - WBO

-Debora, jestem jeszcze potrzebna?
-Nie, mam już wszystko - wadera uśmiechnęła się. - Dziękuję Luna... - szepnęła.
-Cieszę się, że mogłam pomoc - odwzajemnilam uśmiech. - jakby coś się działo zawyj głośno, dobrze?. - skinela tylko głową, a ja ruszylam w stronę jaskiń.
Puściłam cień luzem. Biegał, skakał, był.... Sobą.
-Co myślisz o małej? - ten wesoło zaczął skakać. - no tak... Ty lubisz każdego, kto tylko nie robi mi krzywdy - zaśmiałam się.
-Musimy się nią zaopiekować - westchnełam. - damy radę? - cień zaczal skakać i lekko popiskiwac z radości. (czułam to jako lekki wiatr). Na co ja się zaśmiałam.
Cala noc nie zmruzylam oka. Pozwoliłam cieniowi zwiedzać tereny. Nad ranem wrócił z różyczka (prawdziwa ) w pysku.
-To dla mnie? - spytałam zdziwiona. Ten pokrecil głową - nie żartuj, że dla Debory? - ten zamerdal ogonem i zaczął skakać. - Dobrze, jak wejdzie słońce pójdziemy do niej, a teraz daj mi spać... - burknelam i oparlam głowę na łapach. Długo niestety nie polezalam, bo tracanie zimnym nosem nie dało spokoju.
-dobrze, już dobrze, już idziemy- wstałam i ruszylam w stronę Debory. - Debora spisz? - delikatnie zerknelam do nory, wilczyca zaspana wynurzyla się.
-Luna? Coś się stało? - spytała przerażona.
-Nie, ale ten tu ma coś dla ciebie-wskazalam na cień, który stał merdajac ogonem, z róża w zębach
<Debora? Oj tam, ważne że nam jakoś idzie :) >

Od Debory CD Luny - WBO

-Hej ... on nigdy nie był zły i nie będzie. On jest dobry w każdym calu. Proszę nie płacz -podeszłam bliżej i przytuliłam się do wadery ,która była zaskoczona. -Nie lubię gdy ktoś przy mnie płacze. Czuję się wtedy winna...
-Och... . Dz-dziękuję ,ale ... -była zmieszana.
-Wybacz ,że zaczęłam temat ... .
-Nic się nie stało ... -nie dokończyła gdyż jej przerwałam.
-To może dziwnie zabrzmieć ,ale czy mogłabym jeszcze na chwilę tak zostać ?
-No ... d-dobrze.
-Jesteś taka ciepła -nie dawałam jej dojść do głosu. -Wiesz ,od początku zachowywałaś się w stosunku do mnie tak dobrze ,byłaś tak miła ... jak ty to robisz ? Nawet Blood czasem zatykał mi pysk łapami ,albo zanosił do którejś z opiekunek. Heh.... Dziękuję ci ,że mogłam cię spotkać -puściłam ją ,a ona się uśmiechnęła.
Spojrzałam na cień ,który radośnie machał ogonem i odpowiedziałam mu tym samym z szerokim uśmiechem. Przypominał mi pewnego demona ,który z natury był zły. Ten demon ... jak mu tam ... ,a Yami. Niby brzmi radośnie ,ale to prawdziwy potwór ... . Wygląda jak pies z budową hieny. Jego oczy są wypukłe i błyszczą na zielonkawo ,albo błękitnawo ,są dosłownie okrągłe ,pozbawione powiek. Jego pysk ciągnie się ,aż pod owe oczy i jest odkryty przez cały czas. Dosyć wredne stworzenie. Jest szybkie i zręczne. Ma umiejętność opętania ,a objawami tego zjawiska są częste koszmary ,wymioty ,bóle brzucha i niespodziewane uczucia łamania żeber. Zależy to też od stadium opętania. Aby się go pozbyć należy najpierw pozbawić przytomności opętanego i lekko go poddusić ,aż jego cień zmieni się w cień Yami. Ale dość przynudzania o zaświatach... . Do jaskini ktoś wszedł ,a beta ukryła przyjaciela. Tym kimś był alfa. Staną przed nami i zaczął dopytywać czy któraś z nas potrafi walczyć. Oczywiście z nas trzech był chyba najmniejszym zagrożeniem. Powiedziałam ,że z ,,pewną" pomocą dałabym sobie radę. Luna stwierdziła ,że lepiej szpieguje i rozpoznaje niż walczy ,ale od dawna musiała być sama więc potrafi to i tamto. Kolejny raz mi zaimponowała. Ona potrafi walczyć sama ,a ja potrzebuję do pomocy demonów -kolejna moja porażka. Basior wspomniał ,że nasze tereny rozciągają się od jeziora Westerlake do gór Merriton i od momentu w którym zauważymy szczyty gór Echo do końca lasu Eastdeer. Mamy nie przekraczać granicy. Mówił ,że obawia się ,iż nie jesteśmy tu sami. Lekko mnie to przeraziło. W końcu jestem jak naiwny szczeniak z psychopatycznymi skłonnościami który szczerzy się do drzew. Ciekawe co jeszcze się wydarzy ? Może zacznę bić się z powietrzem ? Chociaż znając życie będę o tego niekiedy zmuszona ... . Wychodząc z jaskini rzucił swoje imię. To było takie WOW . Zaufanie lvl: 1 . Poprosiłam Lunę ,aby poszła ze mną pozbierać kilka roślin ,w końcu nie ma co do roboty. Poszłyśmy więc do lasu i w ten sposób uzbierałyśmy po pęczku : Lebiodki , Rozmarynu ,Alpinii ,Arnika górskiego ,Chabru ,Centurii ,Bzu i Glistnika jaskółczego. Wszystkie zioła pozostawiłyśmy na malowniczym miejscu ,który postanowiłam osobiście zamieszkać ,aby poznać się z demonami i poprzypominać sobie niektóre przepisy na miksturki i takie tam. Miejsce to miało również dostęp do wody ,z której mogłam czerpać pożywienie od razu modląc się do Water ,aby przyjęła moją przeprosiny ... w końcu ja też muszę coś jeść. Długo już nie jadłam ryb. Miejsce było również bogate w kilkanaście innych ziół których wnioskując z tego ,że już tam były nie musiałam zbierać. Poza tym ... dawno nie modliłam się do Nature. Jeszcze się na mnie rozzłości ,a i tak jest dla mnie bardzo łaskawa. To miejsce wydawało się być dla mnie stworzone. Poza tym była tam też nora w której mogłabym się udomowić po wyrzuceniu z niej kamieni. Nie była daleko od miejsca w którym mieliśmy spać wszyscy. Rosły tam również drzewa o giętkich gałęziach i krzew łopianu oraz kilka kwiatów bawełny z których mogłam sporządzić łapacze snów. Mogło by się tam znaleźć również kilka kamieni dzięki którym  mogłabym wyrysować granice dla demonów niechcianych. Przecież byłam pod łapą więc alfa nie powinien być zły. Potem odprowadziłam Lunę ,która weszła do jaskini ,a ja wróciłam do siebie puki było jeszcze coś lepiej widać. Gdybym szła po ciemku pewnie wybiłabym sobie zęby i nieźle potłukła siedzenie ... .

(Znowu trzeba się naczytać . Hehehe . Luna poproszę cię o to ,abyś kontynuowała )


Od Shadow C.D. dwóch postów Eris - WCK i WBS / WCK

Mocno potrząsnąłem Eris. Chyba miała zły sen.
- Nie! - Krzyknęła. - Zaraz... Co.. Co się dzieje?
- Wygląda na to, że nie wypełniłaś zadania. - Westchnąłem.
- No i rombłaś się w głowę, raczej dość mocno! - Ashley pojawiła się jak zwykle nie wiadomo z kąd.
Eris rozejrzała się dookoła, jakby powoli budząc się z amoku. Przyjrzałem jej się dokładnie.
- Co się dzieje? - Spytałem nieco zmartwiony, patrząc na błędne spojrzenie wilczycy.
Jak się spodziewałem nie chciała mi odpowiedzieć, zmierzyła mnie tylko wzrokiem i spróbowała wstać. Upadła.
- Widzę, że nie jesteś tylko w kiepskim stanie psychicznym ale i fizycznym. Powiedz mi, przemierzałaś może las Wyverncoast? - Podejrzewałem od dawna, że w tym tajemniczym miejscu dzieje się coś niedobrego. Chciałem ją ostrzec, ale nie dała mi dojść do głosu kiedy odchodziła.
Zastanowiła się na moment po czym niepewnie skinęła głową.
Czułem obecność złego ducha w pobliżu. Niestety sam nie mogłem nic z tym zrobić. Potrzebny był szaman. Postanowiłem wysłać Ashley z prośbą o pomoc do Alfy Watahy Błękitnego Ognia.
- Ale ja nie potrzebuje pomocy! - Protestowała Eris pomimo coraz mętniejszego spojrzenia.
- Nie mam czasu słuchać Twoich protestów. Kiedyś już miałem podobną sytuację. I nie chciałbym jej powtórzenia. - Wilczyce spojrzały na mnie pytająco.
Westchnąłem.
 - Jak zapewne wiecie, moja stara Wataha Czarnego Księżyca spłonęła. Ale pożar nie wywołał się samoistnie...

Wesoło przemierzałem polanę, goniąc przed sobą piękną białą wilczycę. Wilczyca, Isme, była moją siostrą. Z oddali przyglądali się nam nasi rodzice, Samae i Netro. byłem wtedy szczenięciem, moja siostra była nieco starsza, miała dwa lata.
Uwielbiałem harce z nią. Właśnie udało mi się dopaść jej ogonu i uczepić łapami. Nareszcie! Wydawało mi się, że już byłem góra kiedy... Podniosła ogon do góry a ja z niego zwisałem! Zjechałem po nim, ponieważ w moich łapach nie było jeszcze na tyle siły aby się na nim utrzymać. Widząc mój kaprys uśmiechnęła się i polizała po pyszczku podnosząc z trawy;
 - Oj Shadow... Czy Tobie te próby nigdy się nie znudzą? - Powiedziała melodyjnym głosem. W moich oczach była wtedy najpiękniejszą wilczycą na świecie.
 - Nie, dopuki z Tobą nie zwyciężę! - Krzyknąłem i objąłem jej karp łapkami starając się zepchnąć ją do tyłu, na co ona szczerze się roześmiała...

...Niestety nigdy nie było dane mi ją zwyciężyć, bo dzień, w którym mógłbym to zrobić, nastąpił już po jej śmierci...

Na polanę wbiegł posłaniec mojego ojca Netro, który był alfą. Choć siostra przytrzymywała mnie łapą, żebym nie podbiegł do nich podsłuchiwać, bacznie nastawiałem uszy by wyłapać choć pojedyńcze wyrazy. Oboje byli przerażeni, w dodatku Toboe (posłaniec), strasznie zdyszany. Pewnie biegł tutaj bardzo szybko.
Netru podbiegł do Isme, szepnął jej coś do ucha. W jej oku pojawiła się łza, ale złapała mnie w pysk i popędziła, by ukryć mnie w jaskiniach w pobliżu gór Echo. Potem zostawiła mnie samego.
Nie byłbym sobą gdybym tam został.
Ostrożnie wyszedłem z gór, drepcząc małymi łapkami po skałach. W pewnym momencie zauważyłem ogromne płomienie, okrywające cały las niczym pierzyna. Spojrzałem w duł. U stup góry zauważyłem matkę. Leżała? Chyba spała. Nad nią stał tata i Isme. Razem z resztą wilków. Zaszczuci przez płomienie we wgłębienie pomiędzy skałami nie mieli dokąd uciekać. A przed nimi stał Verne. To on wywoływał płomienie, To on szczuł całą watahę!
Nie mogłem zrozumieć dlaczego... Przecież był chłopakiem mojej siostry, zawsze był fajny... a teraz? I te jego oczy dziwnie świecące się na czerwono. Zauważyłem, że moja wataha przegrywa, że nie mają szans. Isme w ostatnim akcie desperacji przebiła gardło Verne. On również padł. Ale płomieni już nic nie powstrzymało, nawet wilki wody, próbujące je ugasić, Wszyscy zginęli, a ja jak szczur siedziałem w ukryciu.

- Ale co to wszystko ma do Eris? - Wtrąciła się Ashley.
- To, że Verne był kiedyś dobry. Wiem to. Pamiętam jak razem z moją siostrą bawił się ze mną.
- I...? - Ciągnęła beta.
 - Dzień przed zdarzeniem pałętał się po Wyverncoast. I wrócił z koszmarami i mętnym wzrokiem, jak Eris. Dlatego ruszaj! - Warknąłem na bete - Dlaczego jeszcze tu jesteś? Odnajdź Hatu i poproś go o pomoc!

<Ashley>






Od Luny C.D. Debory WBO

-Wiesz, że twój upór jest słodki.- Zachichotałam. Na co wadera prychneła. - Oj już... Moja historia jest... Przeciętna... Byłam najmłodsza z miotu, słabeusz. - westchnełam i zwiesiłam łeb.
-nalezalam do watahy, gdzie wszyscy mieli jakąś normalną moc wody, ognia itp. Większość rówieśników odkrywalo ja jako pół roczne szczenię, a ja? Nic... Bez talencie. Dopiero, gdy miałam rok, zauważyłam, że mój cień się bawi ze mną - lekko się uśmiechnęłam i spojrzałam na cień, który wesoło próbował zaczepiac cień Debory.
-Cieniu ona tego nie czuje- Zachichotałam. Szamanka dopiero teraz spojrzała w tamtą stronę i sama zaczęła się śmiać.
-A wracając do tematu. Pobiegłam do rodziców z radością."mamo, tato mam nowego przyjaciela! "
-Niestety myśleli, że sobie wymyśliłam i zbagatelizowali. Pewno dnia, niestety zobaczyli, że się z nim bawię... I... Wyrzekli się mnie... - głos mi się zalamal-uznali, że jestem zła... I tak w każdym stadzie...
"Bo ona zadaje się ze złem... ""ona jest niebezpieczna... "-łzy ciekły po moim policzku, nie umiałam ich już powstrzymać. - A powiedz sama, czy on jest zły? - spytałam Debory i wskazalam na cień, który pacal właśnie ogon wadery .
<Debora? Oj nie bądź taka krytyczna wobec siebie... >

czwartek, 24 marca 2016

Od Debory CD Luny - WBO

-Wow ! To jest niesamowite ... Ty .. wow! Jestem w szoku ! - Znów zaczęłam się zbytnio ekscytować. -Ja nazywam się Debora  -mówiłam kłaniając się i energicznie machając ogonem -choć pewnie już to wiesz ... .Bardzo miło mi cię poznać.
-Ty ... ty się go nie boisz ?! -Luna była zaskoczona.
-Nie ,dlaczego ? On jest twoim towarzyszem ... -dalej byłam bardzo uśmiechnięta ,lecz nie zauważyłam łzy spływającej mi po pysku.
-Dlaczego płaczesz ? -Wydawała się być chwilowo zasmucona.
-Ja ? Oj... przepraszam -schyliłam pysk i otarłam się o łapę. -Po prostu ... -podniosłam łeb i uspokoiłam trochę ogon -ja też miałam kiedyś przyjaciół -Luna słysząc to uśmiechnęła się. -Teraz będziesz zmuszona mnie wysłuchać. Znowu będę przynudzać. A więc ... dawno ,dawno temu -Beta usiadła zmarnowana na ziemi ,a jej wzrok pokazywał jej świadomość iż wpakowała się w wielkie bagno ,przypuszczalnie w myślach prosiła alfę ,żeby ją zabił szybko i bezboleśnie. -Okej streszczę ci to. Więc jako szczenie należałam do pewnej watahy. Patronem tej ,że watahy był Blood. Często się modliliśmy do niego o łaski. Pewnego razu Blood nas odwiedził ,zresztą robił to chyba nawet zbyt często ,bo wpadał kiedy tylko mu się nudziło i wysłuchiwał nas jak dobry bóg. Był bardzo miły i lubił dzieci... nawet taką natrętną mnie. Wtedy coś się stało... mój wuj naraził się Blood`owi. Kiedy przyszedł ,czuć było lęk unoszący się w powietrzu. Z tłumu musiała wyskoczyć mała Debi i wesoło skakać w około. Blood tylko się uśmiechnął i zaczął rozszarpywać mi kark. Krew zaczęła tryskać na wszystkie strony. Wszyscy błagali ,aby mnie nie zabijał -Luna patrzyła na mnie ze strachem w oczach -on wypluł tylko jakąś czarną maź. Spojrzał złowrogo na wuja i powiedział : ,,Oto ten który fałszywe świadectwa na mój temat sławił. Oto ten przez którego to wilcze szczenie klątwą obdarzone będzie i katusze będzie przeżywać. To ,a nie inne szczenie ,ponieważ basior plugawy bratem jest alfy ". Potem zniknął. Medyk się mną zajmował. Kiedy się obudziłam wszędzie obok siedziały małe dziwne istotki ... od tamtej pory przeczuwałam ,że zaświaty muszą się na coś dzielić. Tak jakby kogoś ominięto ,albo to tylko moja chora wyobraźnia. Dwa miesiące później odbyła się obława na której rozszarpano część mojej rodziny ,nie było tam tylko istot tego świata ,były też dobermany zaświatów -demony. Potem na szkoleniu jeden ze szczeniąt podszedł i zaczął mówić ,że bóstwa mnie nie kochają ,że jestem plugawa. Wtedy  tak bardzo się bałam ,straciłam świadomość. Obudziłam się bez silna ,a obok mnie leżał rozszarpany szczeniak. Wszędzie była krew ,moje futro z demonicznego czarnego znów stawało się naturalnie białe. Zaczęłam uciekać byle jak najdalej. Po kilku miesiącach moi szanowni przyjaciele postanowili się ukazać wtedy już byłam w Japonii. Poznałam czarnego demona- ,,syna" ciemności - Burumun`a oraz białego kruka -Kodzuki`ego -wysłannika  Day  która myślała ,że nie dam sobie rady. Chłopcy pokazali mi jak przemienić się w człowieka ,byli moją podporą ,jedynymi którzy mnie akceptowali ,a nie wyzywali. Oni też mieli ludzkie wcielenia... w końcu to patron i demon. Żyłam w tym okropnym ciele przez miesiące ponieważ ta demonica która żyła we mnie i mordowała za mnie nie mogła posiąść człowieka ... . W tym czasie chodziłam do szkoły i poznawałam ludzką i demoniczną naturę ,nauczyłam się odprawiać egzorcyzmy ... nauczyłam się wiele. W końcu ciągłego myślenia wymyśliliśmy jak się pozbyć tego czegoś. Opuściłam Japonię ,wysiadłam w jakimś porcie... .Spotkałam Blood`a w górach Merritan i tam właśnie skończyła się moja wędrówka z chłopakami i pozbyłam się tej demonicy ,pozbyłam się też niestety chłopców.Wiele przez nią wspólnie wycierpieliśmy. Heh... Potem gdy jakimś cudem przeżyłam zejście z gór zrozumiałam ,że mój kontakt z pozostałymi demonami i bóstwami wcale się nie urwał. Nie miałam gdzie iść więc biegłam przed siebie kierowana przez demony i tak napotkałam was-Luna słysząc to była zarazem zaskoczona ,zaspana ,zdziwiona ,zszokowana ,zaniepokojona i patrzyła na mnie jakbym wyskoczyła z dennego filmu. -Luna ? Mogłabyś mi teraz opowiedzieć coś o sobie ? Proszę .... .Wiesz ,że jestem uparta i nie odpuszczę . Hehe -zaśmiałam się ,merdając ogonem z entuzjazmem w głosie.
  (Luna sorki ,że to takie długie i tylko o mnie XD . Miło ,że szanujesz moją wolę (w odróżnieniu ode mnie ) )

Od Eris - WCK

Koniec męczącego dnia, w towarzystwie naiwnych wilków. Nie pasuje tu. Powinnam od razu odejść. Watahy to czyste zło. Więzienie. W takim razie, dlaczego jeszcze nie odeszłam? Nigdy nie będzie tu dla mnie miejsca. Popatrzyłam na to wszystko zgorzkniałym wzrokiem. A czy kiedykolwiek było gdzieś dla mnie miejsce? Było miejsce dla Kiiyuko. Było miejsce dla mojego brata. Kiiyuko... Skrzywiłam się. Ona już dawno przepadła. Ułożyłam się do spania, aczkolwiek sen uciekał z mych powiek. Próbowałam opróżnić umysł, aczkolwiek po prostu się nie dało. Kiedy już myślałam, że nigdy nie usnę...
... Obok mnie stał młody basior z wielkimi gałami, niebieską sierścią i równie niebieskimi tęczówkami. Był dokładnie taki, jak go zapamiętałam.
- Siostro... - wymówił to jedno słowo z uspokajającym głosem, jakbym miała wściekliznę.
- Nie jestem tą Kiiyuko, którą znałeś. - zdziwiło mnie, jak niepewnie i słabo brzmiałam. - I... -  moj głos załamał się. Nie byłam na to przygotowana. Już dawno pozbyłam się słabej mnie.
- Zawsze będzie dla ciebie miejsce. - uśmiechnął się kojąco, a jego słowa przypomniało mi to, co powinno zostać zapomniane. Potrząsnęłam głową.
- Czy... Czy to naprawdę ty? - mruknęłam. Nie wiem, jak mój brat mógłby mnie odnaleść.
- To tylko sen. - zaśmiał się, czystym, szczerym śmiechem.
- Nie. To nieprawda. Ty przecież powinieneś być... - słowo "martwy" ugrzęzło mi w gardle. Cała moja pewność siebie została rozbita na tysiąc kawałków. Nagle mój brat znów zaczął się śmiać. Ale tym razem to nie był jego głos. To naprawdę było... Przerażające. Nie bałam się od wielu miesięcy, ale tej nocy strach mnie ogarnął.
- Nie powstrzymasz tego, co nadchodzi. Nie będzie dla ciebie miejsca na tej ziemii. - głęboki głos wypowiedział te słowa. To już zdecydowanie nie był głos mojego brata. Ogarnęłam wzrokiem straszliwą kreaturę, która teraz przede mną stała. Miała futro czarne jak węgiel, splamione krwią licznych ofiar. Jego tęczówki były mroczne, a w oczach płynął gniew, który zbierał się w jego sercu przez tysiąclecia.
- Nie jesteś moim bratem. Odejdź. - powiedziałam, równie pewna siebie jak przed zaśnięciem. Obrzydliwa kreatura warknęła, po czym rozpłynęła się w cieniu. Uśmiechnęłam się, aczkolwiek zbledłam, gdy mój wróg powrócił, dwa razy większy niż poprzednio. Ale to tylko sen. Muszę się obudzić. Nie udało mi się. Sen zbyt mocno zaciskał wokół mnie swoje objęcia. Po chwili zmienił się. Po chwili obok mnie stała biała wadera o niepokojących złotych oczach. Dotknęła mojej łapy z zaskakującą siłą.
- Słyszałaś o śmierci przez sen? Z moich rąk taka śmierć jest możliwa! - uśmiechnęła się okrutnie. W następnej chwili ktoś, lub coś mną potrząsnęło. To nie była niepokojąca wadera.
Gwałtownie otworzyłam oczy. Nademną stał wilk. Nie wiem kto. Wstałam, w każdej chwili gotowa do ataku, który nie nastąpił.
<Ktoś?>