*********************************************************************************
Przybiegłam czym prędzej na wezwanie alfy ,byłam mu bardzo wdzięczna za to co zrobił z moimi ranami ,ale twierdzę ,że mógł to zatrzymać na coś gorszego niż kilka połamań ,pogryzień ,podrapań ,otarć ...itp. Gdy znajdowałam się już przy basiorze spostrzegłam kontem oka jakąś wilczycę. Wolałam nie mieszać się w sprawy Haki przynajmniej przy nim ... Przez cały czas patrzyłam na nią kontem oka. Kolejna wyższa wilczyca. Spośród wszystkich wilków jakie spotkałam ja jestem najmniejsza. Gdy usłyszałam ,to że mam kogoś uwieść poczułam coś w rodzaju ciosu w brzuch i pięciosekundowego zawału. Lekko poddenerwowana próbowałam się wykręcić ,jednak to nie zadziałało ... . Będzie zabawnie ,heh ... .Gdy skończyłam się przegadywać z alfą schowałam się w krzakach wykorzystując jego tymczasowe odwrócenie uwagi.Wadera również miała coś do zrobienia jednak nie dosłyszałam co. Haka wszedł do jaskini ,a młoda ruszyła w moim kierunku. Przeszła koło mnie ,a ja rzuciłam się na nią uderzając w jej bok i odrzucając o jakieś pięć metrów. Gdy wstała patrzyła z wielkim lękiem na widok moich kłów.
-Kim jesteś ? Skąd przyszłaś ? Co knujesz ? -Warczałam wyszczerzając zęby.
-J-ja ? -Mówiła zlękniona.
-Nie ta obok ciebie ! -syknęłam.
-Jestem nowa. Moje stanowisko to alchemik. Nic nie knuję ,przyrzekam.
-Waż się tylko zranić moją rodzinę ,a ja zniszczę ciebie !
-Więc jesteście rodziną ? To takie fajne ...-posmutniała z lekka i zaczęła się trząść.
-Nie ,że oni uważają mnie za nią ,po prostu ...-mówiłam zmieszana tym tematem gdy ktoś mi przerwał.
-Debora ! To nowa członkini. Co ty robisz ? -Haka wbiegł przed nią.
-Nie ufam jej -schowałam kły i się uspokoiłam.
-Trudno. Macie współpracować. Doceń to co dla ciebie zrobiłem i nic jej nie zrób.
-Dobrze -westchnęłam ,a Haka znowu skrył się w jaskini.
-Jestem Haruhi. Miło mi cię poznać -mówiła z lekkim lękiem ,ale i z uśmiechem.
-Skoro jesteś alchemikiem i chcesz zdobyć moje zaufanie to podaruj mi eliksir zmieniający kolor futra -odezwałam się już spokojna.
-Na jaki okres ?
-Daj mi dwa tygodnie. Nie zabawię tam długo. I przestań się trząść ,aż taka zła nie jestem. Pi prostu ci nie ufam -starałam się ją uspokoić.
-Rozumiem. Tu chodzi o rodzinę. Z wielką chęcią ci pomogę ! -Mówiła z wielką radością trochę spokojniejsza co wywołało u mnie ten troskliwy i przyjazny uśmiech.
Gdy skończyła robić eliksir ,musiałam go wypić. Był niedobry. Wahałam się ,ale to tylko kolorowanie futra... ludzie często kolorują włosy ,ja pofarbuję futro. To się zmyje ...
To było okropne. Czułam jakby ktoś obdzierał mnie ze skóry. Końcowy efekt był przerażający ... . Splunęłam krwią z bólu ,a potem przez wspomnienia o tej przeklętej bestii ,która we mnie mieszkała i pokrywała moje ciało czarną barwą. Podziękowałam od niechcenia i natychmiast ruszyłam w stronę granic watahy gdy nagle spostrzegłam malutkiego demona który nakierował mnie na góry Echo. Nawróciłam czym prędzej. Biegnąc widziałam uciekającą Eris którą gonił DEMON !!! Musiałam go poplamić krwią podczas poprzedniej walki ,iż był widoczny również i dla niej. Szybko na niego skoczyłam i zgniotłam mu czaszkę rzucając nim o drzewo. Stworzenie rozpłynęło się w powietrzu . To akurat był głuchy duch miałam szczęście. Eris nawróciła się czym prędzej ,ale mnie już nie było. Pędziłam w stronę gór gdzie spotkałam ledwo żywego wilka przygniecionego przez skałę. To musiał być on. Zepchnęłam z niego głaz ,który nie zrobił mu krzywdy gdyż był zbyt mały i wzięłam go na grzbiet -był bardzo ciężki. Powoli zaczęłam truchtać w stronę jego watahy gdy nagle zaczął się dobudzać. Położyłam go łagodnie na ziemi.
-Witaj. Wreszcie się obudziłeś. Myślałam ,że już nie wstaniesz. Martwiłam się o Ciebie. -zachichotałam przyjaźnie. -Ja nazywam się Elif -powiedziałam słodko. -Jesteś ranny. Opatrzę cię -uśmiechnęłam się przyjaźnie.
(Arocay proszę dokończ naszą historię ,Eris gdybyś mogła napisz co się stało po tym jak ci pomogłam)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz